niedziela, 30 grudnia 2012

niebieski/turkusowy makijaż krok po kroku

Hejka~!
Kiedy jeszcze namiętnie prowadziłam photobloga, bardzo często pisano do mnie, abym zrobiła jakiś make up tutorial. Długo zwlekałam z tym, bo "a to nie mam czasu, a to mi się nie chce, a to coś tam.
Ostatnia moja rozmowa z かし★Kashi na temat gyaru i jej gal forum natchnęła mnie na ruszenie od naprawdę x czasu mojej szanownej pupinki i zrobienie dla Was tutorialu "krok po kroku" ;)
ZACZYNAMY:


Tak moja twarz, a w zasadzie okolice oczu wyglądała przed nałożeniem wszystkich pierdół typu podkład, puder. Mam też założone soczewki, ponieważ nie lubię mocniejszych makijażów bez ich udziału.
(pomalowałam tylko lekko rzęsy, aby nie wyglądać źle i nie wystraszyć Was.)
1 - nałóżcie podkład.
2 - całą górną powiekę i pół dolnej od wewnętrznego kącika oka do środka pomalujcie na biało
3 - górną powiekę od zewnętrznego kącika po sam środek powieki pomalujcie na zielony/turkusowy kolor (bądź może być jakikolwiek inny kolor jaki chcecie, bądź uważacie za stosowny. Ja użyłam palety zieleni iż pasuje mi teraz do koloru włosów)
4 - rozprowadzajcie zielony cień przez chwilę, aby ładnie współgrał z wcześniej nałożoną warstwą.

5 - w miejscu gdzie powieka się załamuje (nie wiem jak to dokładnie się nazywa) od środka powieki aż po zewnętrzny kącik nałóżcie szary bądź czarny cień rozcierając do pędzelkiem tak by łączył się z nałożonymi już kolorami.
6 - jeszcze raz nałóż białego cienia na wewnętrzny kącik oka, trochę pod brwiami.

7 - użyj czarnego eyelinera
8 - przyklej bądź mocno wytuszuj rzęsy.
9 - pudrujemy policzki czymś brązującym i świecącym. (ja dodatkowo używam jako rozświetlacza różowego sypkiego cienia do powiek, który w tej roli o wiele lepiej się sprawuje ^^)
 ☆.。.:*・°☆.。.:*・°☆.。.:*・°☆.。.:*・°☆
Jeszcze tylko kilka fociszy jak wyglądał make up już po wszystkim.

przedstawiam Wam moją siostrę Negai :D
Przepraszam, że zdjęcia są wykontrastowane i dodany jest do nich kolor. Wtedy można zobaczyć więcej, a kolor bardziej oddaje to jak wygląda to w rzeczywistości. Teraz małe pytanie do Was. Mam nadal "bawić się" w robienie tutoriali make up i umieszczać je na blogu, czy dać sobie z tym spokój?
Mam nadzieję, że którejś z odwiedzających tego bloga mój makijaż spodobał się i niedługo będzie mogła się nim pochwalić ;)

xoxo

czwartek, 27 grudnia 2012

Minął poświąteczny szał, teraz czas na szał przedsylwestrowy

Cześć!
Jak to mówią: święta, święta i po świętach. 3 dni obżarstwa, począwszy od wigilijnej wieczerzy, skończywszy na spotkaniach rodzinnych przy stole 26 grudnia. Całe trzy dni spędzone na jedzenie i piciu przy stole, bądź w łóżku ze swoją drugą połówką przed telewizorem z wiecznie pełnym talerzem pyszności. Tak minęły moje święta! (=`ェ´=)
Taka tam JA~!♡ + moje włosy,
które miały być czarnym brązem,
a w rezultacie są niebiesko-zielone. ♡

Nie ma co ukrywać, że u mnie w domu cała ta tradycja podtrzymywana jest tylko przez dziadków, a dla mnie mogłoby ich nie być. Dzień jak każdy inny, a sama kolacja jest jak niedzielny obiad. Nic szczególnego. Poza tym co to za święta w piątkę. Choć pewnie większość tak właśnie je spędza. Święta wyobrażam sobie inaczej. Wielki stół nakryty dla całej rodziny, wrzawa, zgiełk i kupa śmiechu. A teraz jest tak, że "każdy sobie" (bo nie chce się ruszać z domu, bo na dworze zimno, bo dzieci zaraz będą chciały do domu - czyli ludzka głupota i lenistwo), a święta przez to tracą swój urok. (za rok jednak u mnie, święta będą takimi z pompą. Będzie z 15 osób minimum. Ale to dopiero za rok, więc nie ma co się rozpisywać i rozczulać na ten temat). Gdyby nie choinka i prezenty cały ten urok minąłby dawno, a grudniowej gwiazdki nie odczuwałoby się wcale w wielu domach.
Wraz z prezentami pod moją 4.5 metrową choinką znalazłam zgubione kilogramy, które chyba bezczelnie się mnie czepiły i znów będę musiała męczyć się by się ich pozbyć. Teraz tylko czekać na to kiedy następna przyjemność: tj sylwestrowe faworki, szampan i fajerwerki przyniosą mi drugą część straconych kilogramów.
Kilka dni przerwy i nastanie Sylwester i Nowy Rok. Impreza, na którą większość szykuje się jakoś z pompą i mało co sraczki nie dostanie, bo to  przecież taki wielki dzień/wieczór/noc. Facebook już wczoraj świecił i ogłaszał jak bardzo kto się napije, kto co robi i kto będzie na drugi dzień umierał na chorobę zwaną "kac". Ja chyba znów się z tego wyłączam i nie specjalnie chcę świętować przejście w Nowy Rok 2013. Będę o rok starsza, znów bez większych planów na przyszłość.
Chociaż...Biorąc pod uwagę moje bardzo nieudane ostatnie miesiące tego roku chciałabym, aby ten nowy był już dziś. 
Jak już wcześniej pisałam, nie zamierzam jakoś mega imprezować, żeby uczcić koniec roku. Przede wszystkim, z własnej kilkumiesięcznej głupoty nie jestem w nastroju do zabawy w większym gronie. Wiem tylko, że ten wieczór spędzę z moim Księciem, a dzięki niemu właśnie będzie to najlepiej spędzony dzień pod słońcem♥.  Nie wiem jeszcze gdzie, nie wiem z kim (prócz siostry i szwagra), ale dla ciekawej zabawy wiele osób nie trzeba.
Nie mogę doczekać się przygotowań.  Babcia dała mi zadanie. Pieczenie muffinów, (bo jak twierdzi "takie kolorowe są bardzo Sylwestrowe), faworków i sałatek, które najchętniej zrobiłabym teraz, mimo iż lodówka przepełniona jest mięsem i innymi przysmakami ze świąt.
Żałuję, że nie mogę się pojawić w moim kochanym Poznaniu i spędzić chwili z najserdeczniejszą mi przyjaciółką. Jednak jednym z moich życzeń Noworocznych będzie właśnie to, żebym mogła się tam częściej pojawiać.  (☆^O^☆)
A jak Wy Moi Drodzy zamierzacie spędzić Sylwestra? Jakoś hucznie na wielkiej imprezie, czy raczej spokojnie w małym gronie w domowym zaciszu?


Korzystając z tego, że już tutaj jestem, i skrobię:
Chciałabym złożyć WAM najserdeczniejsze życzenia Noworoczne.
Życzę Wam wielkich planów na rok 2013, aby wszystko co postanowicie spełniło się;
aby każdy dzień sprawiał Wam mnóstwo radości i uśmiechu,
 aby każda Wasza decyzja była dobrze przemyślana. 
Prawdziwych przyjaciół zawsze mogących udzielić pomocy i będących z Wami na dobre i złe.
Wiele zdrowia i szczęścia przede wszystkim. ♡~!


 xoxo

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Merry Christmas


Witajcie~!
Z okazji Świąt Bożego Narodzenia chciałabym złożyć najserdeczniejsze życzenia wszystkim czytelnikom tego bloga. ♡~ Niech te święta sprawią, że uśmiech zawsze będzie gościł na Waszych buziach. Zdrowia, szczęścia, spełnienia marzeń.
Dużo szczęścia w Nowego Roku.

Pozdrawiam. ♡~!

sobota, 8 grudnia 2012

książka "Walking Dead" faktycznie taka super jak o niej piszą?

Witajcie Słoneczka!
Od dłuższego czasu zastanawiam się nad tym co zrobić by ten blog był znacznie ciekawszy niż jeszcze kilka notek temu. Postanowiłam pisać tu dosłownie o wszystkim; nie tylko o tym co dzieje się u mnie, ale także o innych rzeczach jakie mogłyby Was zainteresować. (książki, make up, przepisy, przemyślenia i refleksje a niektóre tematy itp.) Mam nadzieję, że to dobry pomysł, który może zachęci Was w pewien sposób do częstszego zaglądania tutaj.

Dziś poruszę temat książki jaką ostatnio przeczytałam.
Tytuł: The Walking Dead, Żywe Trupy: Narodziny Gubernatora. 
Tytuł oryginalny: The Walking Dead: Rise of the Governor
Autorzy: Robert Kirkman, Jay Bonansinga
Wydawnictwo: Sine Qua Non, 2011
ilość stron: 364

Do kupienia książki skłoniło mnie tylko i wyłącznie to, że chciałam ją podarować chłopakowi w prezencie urodzinowym. Moim (może i dziwnym) zwyczajem jest to, że czytam książkę jaką daję komuś.
Od samego początku byłam do niej sceptycznie nastawiona. Tematyka zombie to zdecydowanie nie mój klimat. Zastanawiając się nad tym, co tak kręci mojego chłopaka w klimatach postapokaliptycznych zaczęłam ją czytać, jednak bez żadnych emocji i wgłębiania się w to co przeżywają bohaterowie.
Ogólnie książkę czyta się bardzo szybko. To lekka i przyjemna lektura, szczególnie dla miłośników zombie. Mnie osobiście przez większość czasu nudziła. Ciekawych akcji było zdecydowanie za mało, a większość książki to zwyczajne "pierdu pierdu" dające wrażenie zapełnienia kilkunastu kartek papieru więcej przez autora. Bohaterowie są bez charakteru. Jedynie Philip nie jest mdły na tle tego dość nudnego całokształtu jaki przedstawia autor. Przez to też może się wydawać, że tylko on jest pierwszoplanowym bohaterem, drugiego planu nie ma wcale, a cała jest tylko tłem. 
Kiedy zaczęłam czytać "Narodziny Gubernatora" myślałam, że choć trochę będą mnie obrzydzały zombie, jak opisany jest ich wygląd i zachowanie. Było wręcz odwrotnie, śmieszyły mnie.  
Zarówno jak śmieszyło mnie wiele innych rzeczy - konkretnie przekład książki, który jest bardzo słaby. Pełno w nim błędów ortograficznych, stylistycznych, literówek oraz mylonych imion (konikiem tutaj jest wg mnie: "Phillip podał broń Phillipowi"), a same dialogi są sztuczne
Akcja zmienia się dopiero po 18 rozdziale. Zaczyna się dziać coś więcej niż tylko opisane mdłe dialogi i opisy sytuacji. Następuje zwrot akcji i wszystko nabiera tempa. Zakończenie jest naprawdę zaskakujące, a niektórych sytuacji nie można było się spodziewać. 
Ogólnie książkę oceniam na dobrą, a w skali 1:10 daję jej 5. Gdyby nie to, że napisana jest tak, że szybko się ją czyta chyba nigdy bym jej nie skończyła. Zanudziłaby mnie na śmierć, a kartki przewracałabym co kilka stron, aby tylko mniej więcej wiedzieć o co chodzi.
Miłośników komiksów jak i serialu zachęcam do przeczytania "Walking Dead: Narodziny Gubernatora". Może chociaż Was nie zawiedzie historia Philipa i jego przyjaciół w świecie żywych trupów. ^^


 ☆.。.:*・°☆.。.:*・°☆.。.:*・°☆.。.:*・°☆.。.:*・°☆.。.:*・°☆.。.:*・°☆



Osobiście wolę książki w utrzymujące się w temacie czarownic, wampirów (oraz książki azjatyckich pisarzy i te, których akcja dzieje się w Azji, czasami nie pogardzę jakimś dobrym romansidłem, bądź przygodówką) Od rana przeglądam allegro w poszukiwaniu gwiazdkowego prezentu dla siebie w postaci książki. Co prawda znalazłam już komplet tomów dla siebie i II tomiki w tematyce zombie dla Tomka (które też będę zapewne czytała), ale wychodzę z założenia, że książek nigdy za dużo. Stąd moje pytanie do Was moi drodzy. Znacie jakieś ciekawe tytuły, które mogłyby mi się spodobać ?



x.o.x.o.

piątek, 7 grudnia 2012

Pierwszy raz robione przeze mnie muffinki... [przepis]

Kochani!
Jak już wcześniej pisałam, dziś dodam post o tym jak zrobić muffinki, a raczej jak ja je zrobiłam. Kiedyś, kiedy mieszkałam jeszcze z babcią strasznie często krzątałam się wraz z nią po kuchni pomagając i gotując. Zostało mi to do dziś, z tym wyjątkiem jednak, że mało kiedy korzystam z przepisów, a sama je wymyślam, bądź zmieniam proporcje i urozmaicam potrawy o jakiś składnik. Choć może gdzieś już znaleźliście niektóre z nich bądź podobne (przecież na tym polega kucharzenie - zawsze coś się może powtórzyć.) pamiętajmy jednak, że nawet ta sama potrawa, czy to samo ciasto pieczone przez dwie różne osoby, może smakować inaczej. Osobiście uważam, że do kucharzenia trzeba włożyć odrobinę własnego serduszka, żeby wszystko smakowało wyśmienicie. Jak mówi stare porzekadło: "Przez żołądek do serca.". Czy nie lepiej spożywać coś do było zrobione z radością niż z przymusu? (─‿‿─)
Wracając jednak do muffinów i do przepisu.
 Potrzebne będzie nam:
Składniki: 
  •  5 jaj. 
  • 3/4 - 1 szklanka cukru (w zależności od tego jak słodkie babeczki lubicie)
  • paczka cukru waniliowego
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 i 1/2 szklanki mąki
Sposób przyrządzenia: 
  1. żółtka oddzielić od białek. 
  2. białka ubijać mikserem wraz ze szczyptą soli
  3. dodać cukier, miksować aż do uzyskania jednolitej słodkiej masy. 
  4. dodać żółtka. zmiksować. 
  5. stopniowo wsypać mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i przesianą przez sito.
  6. wymieszać delikatnie wszystko drewnianą łyżką.
    nie zapominajcie o tym, aby od samego początku robienia masy na muffinki zarówno mikserem jak i łyżką kręcić w jedną stronę.
  7. włożyć masę do foremek.
  8. piec w 180° przez 10-15 minut.
    ciasto będzie dobre kiedy wbijając w nie patyczek do szaszłyka masa nie będzie przywierać do kijka.

    Ja do swoich muffinków dodałam czekoladę, rodzynki, orzechy. Po upieczeniu ciasto było mega puszyste i mięciutkie. Zabarwiłam je barwnikami spożywczymi z uwagi na to iż uwielbiam kolorowe ciasta i ciasteczka. (◑‿◐) 
Masę do dekoracji miałam robić sama, jednak zabrakło mi czasu, a muffiny miały być gotowe na "za 5 minut". Kupiłam zatem masę do ciast o smaku waniliowym. Rozrobiłam ją i dodałam odrobinę niebieskiego barwnika.
Moi drodzy. Ozdabiamy muffinki według uznania, kolorowymi pisakami do ciasta, barwnikami, posypkami, czekoladkami, wafelkami, owocami, czy czym tam jeszcze chcecie. Mam nadzieję, że przepis przyda się Wam kiedyś.
Powodzenia i miłej zabawy dla tych, który postanowią się zabawić w małych cukierników. (´ε`)♡ (^v^)



Moi Drodzy~! Chyba wszyscy kochamy zwierzęta i zapewne wszyscy dobrze wiemy, że okres zimowy dla nich jest jednym z tych najgorszych. Mam dla Was małą propozycję, a raczej prośbę dzięki której możecie pomóc niewielkim kosztem.
Jakiś czas temu na stronie: tablica.pl ruszyła akcja
"Nakarm Pieska" (KLIK)
Proszę Was. Weźcie udział w akcji. I codziennie klikajcie. Po nakarmieniu psa portal tablica.pl wyśle do schroniska 20 kg karmy.


xoxo

sobota, 1 grudnia 2012

Zestaw podgrzewaczy z Lidla. Super sprawa dla poprawienia zimowego nastroju.

Od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad kupnem kominka do pokoju. Mój stary kominek do aromaterapii leży już dawno w śmieciach i nikt o nim nie pamięta, ponieważ Negai wzięła go w swoje łapki i nie dopilnowała tego by w "garnuszku" cały czas znajdowała się woda. Ceramiczny "garneczek" pękł pod wpływem płomienia świecy i ciepła jaki dawała, a ja zostałam bez komina.
Robiąc przedświąteczne drobne zakupy do kuchni, żeby przed świętami na łapu-capu nie kupować wszystkiego zaszłam do Lidla, w którym znalazłam świetny zestaw upominkowy w postaci kominka i olejków aromatycznych.
Zestaw kosztuje 29.99 i zawiera:
  • kominek
  • 6 olejków (o zapachu: świerku, piernika, pomarańcza, wanilii, jabłka i cynamocu oraz zimowej krainy->okeej)
  • 2 drewniane kuli (do których wlewa się kilka kropel olejku i stawia na grzejnik, aby zapach roznosił się po pomieszczeniu)
  • 2 podgrzewacze
Moim zdaniem to wspaniały pomysł na prezent, szczególnie dla osób, które lubią gdy wkoło nich pachnie. (・◇・) Jak dla mnie, jest to absolutny "must have" jak jak i różne kadzidełka, zapachowe świece

Siedzę wygodnie na łóżku pisząc posta i popijając herbatę z sokiem imbirowym. (w tym miejscu pojawił się następny Misowy zwyczaj/nałóg) Herbata! Kocham ją bardziej niż wino (choć w sumie nie wiem czy nie lubię ich tak samo mocno) Owocowe, aromatyzowane, ziołowe, mocno pachnące i wspaniale smakujące herbaty, nie wspominając o tych pięknie kwitnących po zalaniu wrzątkiem. Aktualnie parzę sobie język jabłkowo-cynamonową z sokiem imbirowym. (jak szaleć to szaleć - w końcu mamy już grudzień =^.^= )
Zaczynam coraz bardziej czuć święta. W zapachach jakie unoszą się w moim pokoju, jak i w tym co dzieje się na zewnątrz. Białe płatki śniegu spadają delikatnie na ziemię zakrywając pożółkłe liście i zgniłą trawę. Brakuje tylko lampek świątecznych na domach sąsiadów (które zapewne lada dzień też się pojawią)
Myślę sobie: "Hej przecież niedawno zaczynałaś staż, był wrzesień." Faktycznie. Czas tak szybko zleciał, mamy grudzień, a staż się skończył. Chwila moment będą święta, Sylwester (na którego nadal nie mam planów, a kilka dni przed nim dopiero obudzę się i ogarnę, że muszę coś wymyślić 。・゚゚・(>д<)・゚゚・。) i Nowy Rok. A później kółko będzie się zataczać, tylko, że ja będę o rok starsza.
W następnym tygodniu zamierzam upiec kilka muffinów, którymi zapewne się Wam pochwalę, a jak będą dobre, podam przepis na ciasto i masę na wierzch. ^^ Ostatnimi czasy strasznie lubię pichcić. Szkoda jednak, że robię to sama dla siebie (;_・)

Jak tam Wasze spostrzeżenia na nadchodzące święta, grudzień i śnieg? Czujecie już "ten" klimat?

xoxo

czwartek, 29 listopada 2012

Zwierzaczkowo

Postanowiłam przejrzeć dziś zdjęcia jakie miałam na telefonie i zgrać je na komputerek. W oczy rzuciły mi się zdjęcia mojej kizi-mizi. Od momentu jak przyszła do nas gdy miała niecały miesiąc, do teraz, kiedy ma ok 6.






Ostatnio koleżanka mojej mamy zaadoptowała pieska. Nie mogłam się oprzeć pokusie porobienia mu kilku fotek.



xoxo

wtorek, 30 października 2012

wyrwana kartka z pamiętnika


Mania na PSY- Gangnam Style jeszcze nie przeminęła, a ja na EskaTV widzę Hyunę i jej cieplutkie "Ice Cream". Ja pierdziele. Nie minie dużo czasu jak zobaczymy tam G-Dragona i Bangi, Jay Park'a czy 2ne1. W sumie coraz bardziej przestaje mnie to obchodzić. Zapewne będzie to bardzo dziwne zjawisko, tak często widzieć i słyszeć swoich idoli w TV czy radiu, ale może będzie to dość przyjemne. Kto wie? W końcu mało kiedy spotykam się z takim zjawiskiem.  
 ________________________________________________________

Nie mogę uwierzyć. Naprawdę nie mam ochoty w ogóle odpalać komputera i buszować w necie, robienia sobie miliona zdjęć dziennie....
Jednak to, że nie śpię od 2 nakłoniło mnie do tego aby zacząć wyklepywać tutaj coś, aby dać o sobie znać. Otóż żyję i cały czas mam się świetnie. Pomijając kilka spraw, o których chciałabym jak najszybciej zapomnieć. Mam nadzieję, że tak będzie, a i podobne sytuacje nie będą miały miejsca. NVM.
Muszę odpocząć. Odpocząć od tego całego mętu jaki pozostał mi w głowie. Wyrzucić go i podjąć pewne kroki. A przede wszystkim przestać ciągle na wszystko narzekać.

Siedzę teraz w pracy. Gapię się na zmianę to w monitor, to w okno. Widzę statusy na facebooku na temat padającego śniegu i z niedowierzaniem widzę za oknem spadające białe płatki topiące się tuż przy ziemi. Czy aby to trochę nie za wcześnie?! Nie nacieszyłam się jeszcze tą "złotą jesienią", a tu już zima?

Chcę do Poznania. Tak, wiem! Ciągle to powtarzam, a nic w tym kierunku nie robię. To takie żałosne. Jednak całkiem niedługo zapewne będę musiała się tam wybrać. Odwiedzić siostrzyczkę, może roznieść kilka CV. Zobaczymy jak to będzie.

________________________________________________________

Na koniec wrzucam piosenkę, która dziś męczyła mnie od momentu mojej paskudnej pobudki..
Usłyszałam ją kiedyś od znajomej, z którą pracowałam co jakiś czas wraca mi na nią mała 'mania'.xD
Jak Wam się ona podoba? :)  (⌒▽⌒)☆




xoxo

wtorek, 25 września 2012

małe wywody na temat Gangnam Style

Koniec ciszy. Muszę w końcu wyrazić się na temat tego co myślę o całej tej manii na "Gangnam Style" PSY oppa w Polsce.

Mniej więcej między 15 a 25 lipca fani koreańskiej popkultury mogli zapoznać się i posłuchać nowego kawałka rappera PSY. Każdy odbierał jego muzykę i przekaz piosenki, tekst trochę inaczej, jednak większość jak sądzę polubiła go za to jaki zwariowany jest i za jego muzykę.
Wszyscy podniecaliśmy się "Gangnam Style" z jakieś 2-3tygodnie i cała mania minęła. Zajęliśmy się swoimi sprawami, jaraniem innymi zespołami, innymi singlami...
Z biegiem czasu na kwejku i innych tego tylu stronach zaczęło pojawiać się coraz więcej gifów, coraz więcej przerabianych zdjęć z tego też teledysku. W końcu pod koniec sierpnia czy na początku września sprawa została nagłośniona. Zaczęto mówić o PSY w programie "The Ellen DeGeneres Show" w amerykańskiej telewizji. Katy Perry, Nelly Furtado i Maroon 5 zatańczyli układ na koncercie, Jay Leno wykorzystał w programie... Myślałam, że to jeszcze nic takiego, jednak przeróbek GS różnego typu pojawiało się więcej. Moim zdaniem miarka się przebrała kiedy 17 września TVNowe błazny zaczęły puszczać w swoim programie GS chcąc być chyba tak samo trendy personami w świecie telewizji jak ich poprzednicy w amerykańskiej telewizji. Od tygodnia słyszę w radiu Gangnam Style, na MTV widzę Gangnam Style, w gazetach o tym czytam.
Wiecie... Nigdy nie spodziewałam się, że jako fan koreańskiej popkultury będę mogła poczytać coś o kpopie w Polskich brukowcach.. I wiecie co? Wcale mnie to nie cieszy! Znajdą się pewnie tacy, co będą mnie atakować za tego posta, że przecież to dobrze, bo Koreańscy artyści może usłyszą o Polsce. Informuję Was, że Oni o nas słyszą. To jednak nie zmieni tego, że koncertować przyjadą najwyżej do Berlina iż w naszym kraju będzie zbyt mała frekwencja. W końcu to zrozumcie!

Dlaczego więc się przypierdzielam do tej całej "manii"? Strasznie denerwuje mnie fakt iż słuchamy (mówię tu o fanach, którzy "siedzą" w kpopie już od X czasu) kpopu z pasją i z pasji, dlatego że to lubimy i nie przejmujemy się tym co mówią o naszych zainteresowaniach inni. Słuchając jakichkolwiek piosenek nawet nie znając koreańskiego tłumaczymy teksty starając się zrozumieć wszystkie (a bynajmniej większość) słowa, przysłowia, które są używane w niektórych piosenkach..Uciekamy do świata naszej ulubionej muzyki od tego codziennego zgiełku w szkole, pracy, gdziekolwiek..
Spójrzcie na to z tej strony, że w necie będzie coraz więcej pseudo fanów, którzy będą lubić/kochać/etcetc Koreę za GS, a nie za to jaka jest i za zwyczaje, za kulturę panującą tam i za dramy czy muzykę samą w sobie, będą przechwalać się, że słuchają kpopu znając tylko GS i kilka piosenek, które z czasem mogą być nagłośnione.
Skąd to wiem? Przechodziłam przez podobną historię z jrockiem i v-kei, jednak nie tak bardzo nagłośnioną... I szczerze powiem, że nie było miło ni przyjemnie użerać się z wiedzącymi lepiej na wszystkie tematy "fanami od jednej piosenki".
Tak czy tak, ja mogę wyrazić swoje zdanie, a będzie całkiem inaczej.
O PSY oppa będziemy jeszcze słyszeć i to naprawdę dużo, nie raz i nie dwa. Otóż dla tych, którzy nie wiedzieli jeszcze: PSY podpisał kontrakt ze Scooterem Braunem, który jest także menadżerem Justina Biebera. To właśnie od tego momentu kiedy panowie razem współpracują PSY pojawił się w typu programach tańcząc i śpiewając, a sama "jazda na koniu" (to jest właśnie min. to, czego zwykły nieinteresujący się Koreańską kulturą człowieczek nie zrozumie) znana jest na całym świecie. Sam GS trafił już do Księgi Rekordów Guinessa i pobił kawałek LMFAO " Party Rock Anthem"...
W sumie zastanawiam się, czy jak będzie pracował z Amerykańskim producentem będzie śpiewał po angielsku czy nadal w koreańskim.. i czy nie będzie to kolejny komercyjny gniot jakich na rynku jest pełno?

A Wy co myślicie na ten temat?

sobota, 8 września 2012

Krótko o tym jak wyglądają ostatnio moje dni...

Około 4.30 obudziłam się nawet nie wiem dlaczego... Może mnie poczułam nagłą potrzebę zagaszenia Sahary w mojej buzi, może po prostu się wyspałam - o ile 4 godziny snu można nazwać wyspaniem się xD o ile w ogóle można je nazwać snem, a nie drzemką... Leżałam gapiąc się w sufit ze 20 minut co chwila to zapalając i gasząc światło próbując jeszcze na chwilę odpłynąć - na marne. Poddałam się, włączyłam komputer, pofejsbukowałam, pograłam w te chorą piracką grę i po jakiś 2 godzinach w końcu się zdenerwowałam na to, że zatopili mnie kilka razy... Od tej chwili pojawił się mały foszek na te gierkę. xD Tak~!
Niby nie czuję zmęczenia, ale powieki zdają się takie ciężkie... 

Razem z końcem sierpnia, rokiem szkolnym i końcem lata wielkimi krokami przychodzi do Nas jesień. Z dnia na dzień obserwuję jak bardzo zmienia się krajobraz, jak zmieniają się kolory krzewu porastającego okna w pokoju, jak szybko zachodzi słońce i coraz to chłodniejszego powietrza. Naprawdę przeraża mnie to, że już niedługo nastanie jesień i będę musiała pożegnać się z krótkimi spodenkami i bluzeczkami, które tak bardzo lubię. Na szczęście będę mogła znów wyciągnąć z szafy kolekcję moich szaliczków i dokupić kilka nowych... Może w końcu nawet nauczę się robić na drutach i udziergam sobie wymarzony 3,5 m. mięciutki szaliczek. Na dzień dzisiejszy mam zamiar się cieszyć ostatnimi promieniami słońca. (●^o^●)


 Dziś sobota... Nawet nie wyobrażacie sobie jak dużo przyjemności mi to sprawia. Po takim czasie bezrobocia mogę w końcu znów powiedzieć, że jestem zmęczona po tygodniu pracy. XD Przede wszystkim dni lecą mi szybciej i nie myślę tyle o pewnych sprawach, które mogą lekko zepsuć mój jakże ostatnio wesoły humor. . 

Wiecie...To, że jest weekend nie zwalnia mnie z niektórych obowiązków domowych. Na przykład zastanawia mnie to dlaczego w moim pokoju jest taki burdel. Przecież ja nic w nim nie robię. Przychodzę do domu, chwilę posiedzę przy kompie i idę spać... Zastanawiam się czy może jakieś skrzaty nie wychodzą mi z pod łóżka podczas mojej  nieobecności i nie buszują po pokoju... Jak się dowiem, że to prawda złapie je i zagonie do roboty... Yhym! :) 

A w październiku zamierzam odwiedzić Poznań. Szykujcie się na imprezkę kochani

Miłego dnia życzę Wam, a ja dopijam kawkę i idę do swoich obowiązków :3

piątek, 24 sierpnia 2012

Jesienny sierpień,,.

Spójrzcie. Mamy 24 sierpnia, teoretycznie powinno palić nas piękne słońce, a zamiast tego - pogoda iście jesienna. Chłodno, szaro i ponuro. Na domiar tego już w tamtym tygodniu kiedy razem z Negai szłyśmy przed 8 na busika spadały z drzew już liście. Dla mnie to jest mega straszne. Nie lubię jesieni. (o zimie już nie wspomnę) Pogoda wcale nie sprzyja wesołemu humorkowi.
Jednak mi się to od kilku dni udaje. Otóż okazało się dobrym trafem, że od września skończy się dla mnie siedzenie w domku i leniuchowanie, a na czas przed komputerem będę miała tylko wieczorki. Znów zacznie się poranne wstawanie i nie będę mogła się niczym wymigać. To wszystko dlatego że DOSTAŁAM STAŻ~! ^o^
Nawet nie wyobrażacie sobie jak się cieszę.. W końcu coś się ruszy i będę mogła myśleć i najważniejsze - realizować to co sobie postanowiłam. Może będę mogła zacząć to co chciałam i pozwolić sobie na wiele rzeczy, na które nie mogłam pozwolić sobie teraz przez to i nie miałam dostatecznie dużego dopływu gotówki.Tyle na ten temat.. Co miałabym tam robić. Wiem w skrócie, a reszta 'wyjdzie w praniu', jednak z tego co wiem nie będzie tak ciężko... I najważniejsze... Będą NORMALNE godziny pracy!

◕‿‿◕。
nyuuu~!

Ogólnie jak jest? Siedzę w domku cały czas i do końca miesiąca ruszę się ewentualnie do Szczecina.
Moja mała kizia-mizia śpi
Aktualnie siedzę jednych uchem słucham tego jak Jay Park śpiewa do mnie swoje piosenki, drugim uchem słucham tego jak Tomaszki podniecają się autkami w NFS i tym, że goni ich policja. Aaaa... i jeszcze tym że w coś uderzyli, nie wspomnę już co się dzieje kiedy zdobędą złoto. NVM.
Myślę - tak. Czasami mi się zdarza. Powinnam posprzątać pokój, ale po co skoro mogę siedzieć na kanapie w salonie i obijać się. XD
Tak poza tym cieszę się, że niektóre sprawy dla osób mi naprawdę bliskich poukładały się.
i tęsknię za niektórymi z nich, ale to już całkiem inna bajka. :3
 Miłego dnia Wam życzę kochani :)

jiyfrr938475weur09&^&^%$#$%^&*(^%$#$%^&**^%$#$%^&*
na domiar tego mojego dobrego humorku GD z nowym songiem

piątek, 17 sierpnia 2012

Wakacyjna wyprawa...

WRÓCIŁAM~! \(^o^)/ I jak na chwilę obecną nie zamierzam nigdzie wyjeżdżać.
Byłam nad morzem jak już w skrócie pisałam kilka notek wcześniej.
W zeszłą niedzielę podczas wieczornego posiedzenia na tarasie po dość sporym kieliszku wina mama wpadła na pomysł - "Jedziemy do Joli". Zadzwoniła do niej i już dnia następnego byliśmy w drodze do Rosenheimu. Wcześniej jednak z Tomaszkiem pojechaliśmy na chwilę do Szczecina... Chwila trochę się przedłużyła, ale co tam... W końcu dotarliśmy do Pyrzyc, a chwilę później byliśmy już w na autostradzie i poza Polską granicą. Droga była dość długa. Przez zmiany pogody i ogólnie klimatu droga pod wieczór była nie specjalnie sprzyjająca podróżnym i kierowcom. Co jakiś czas przerwa na papierosa... (taaa... z mojego niepalenia nici. taki mi wstyd za siebie. ale za jakiś czas spróbuję jeszcze raz i tym razem rzucę to gówno w cholerę. Teraz to było wszystko przez Tomka. On za dużo pali. =___=' - na kogoś zrzucić winę trzeba, prawda?) No i kiedy w końcu byliśmy już na kochanej Bawarii mordki wszystkim się ucieszyły. Wjazd do Rosenheimu był czymś niezapomnianym. Dlaczego? Stwierdzam iż cała nasza czwórka ma straszny talent do błądzenia. Objeździliśmy połowę miasta przypominając sobie z mamą miejsca, w których pracowali moi kuzyni czy gdzie ciocia mieszkała wcześniej, bądź miejsca gdzie spacerowałyśmy. (Po dłuższym zastanowieniu się stwierdziłam, że ostatni raz byłam tam prawie 9 lat temu.) Stanęliśmy gdzieś na parkingu i zadzwoniliśmy do cioci by po nas przyjechała. Inaczej krążylibyśmy po mieście całą noc i nie znaleźlibyśmy drogi do domu.
Przyjechali po nas w ciągu 10 minut. Okazało się, że cały czas byliśmy bardzo blisko. Wystarczyło, że skręcimy w inną ulicę. xD Omg, co za wstyd. No, ale nic. Chwilę później byliśmy już w domku. Rozpakowaliśmy się i posiedzieliśmy chwilę, spiliśmy piwko, zapaliliśmy i poszliśmy spać.
Omo~! Mimo, że poszłam spać naprawdę późno, rano wstałam jak nowo narodzona. (i tak też było każdego dnia. Powietrze tam jest naprawdę sprzyjające człowiekowi) Kiedy zwlekłam się z łóżka na balkon moim oczom ukazały się prześliczne widoki (szkoda, że ja zza okna nie mam takich) i słoneczna pogoda.
Każdy dzień mijał podobnie. Wstawaliśmy, chwilę się wylegiwaliśmy w łóżku i schodziliśmy na śniadanie. Tam Tomek przemieniał się w małego fotografa i napierdzielał zdjęcia wszystkiemu. x) Ja z mamą opalałyśmy się, a drugi Tomek rozwiązywał krzyżówki. Rozmowy z wujkiem były po prostu bezcenne i większość z nich powodowała głośny wybuch śmiechu. (nie to, że wujek cały czas sypał żartami. Bardziej chodzi o sposób w jaki gada) Po obiedzie wujek postanowił zająć się swoimi ulami, więc mój wspaniały bohater pomagał mu. Przekładał plastry, okopcał pszczółki... zabawne, że ani jedna nie użądliła nikogo (prócz mnie ofc, ale o tym może później)

Chyba nie zapomnę tego jaki wspaniały zapach się unosił w powietrzu od tych plastrów wosku i miodku. *O* Wieczorkiem spacerek i to by było na tyle z opowiadania o pierwszym dniu naszego pobytu w Rosenheimie.
Dnia następnego ciocia miała wolne. Pomagałyśmy z mamą jej w porządkach domowych. Wieczorem jakiś grillek i znów mnóstwo śmiechu z przekomarzanek wujka i cioci. Dzień drugi minął więc pod znakiem sprzątania i picia piwa, które tam mi smakowało wspaniale. Szkoda, że tego akurat piwka nie można znaleźć w Polsce. :c
Czwartek minął dla mnie pod znakiem 'naburmuszony kok'. Kurde. Nie wiem dlaczego, ale wcale nie chciało mi się ruszać z domu. Wiadomość o wycieczce do Bad Feilnbach jakoś specjalnie mnie nie ucieszyła. Nie dość, że wg miałam zły humor to jeszcze bardziej wkurzało mnie to, że (jak już wcześniej wspomniałam) mamy talent do błądzenia. Zamiast posłuchać cioci i jechać tak jak ona mówiła, jechaliśmy całkiem inaczej i cały czas szukaliśmy miejsca gdzie moglibyśmy się zatrzymać tak by pochodzić po górach. Ostatecznie już trochę zezłoszczeni zatrzymaliśmy się przy jakimś zajeździe i poszliśmy na spacer. Ja już bardzo znudzona i wkurzona nie specjalnie miałam na to ochotę. Ale teraz stwierdzam fakt iż było tam bardzo ładnie. ;)
Strumyk płynący gdzieś z gór na sam początek spaceru. Później w parku wzdłuż tego strumyka było jeszcze kilka mniejszych strumyczków i kilka ładnych skwerków zrobionych z kamieni, na których można było usiąść i odpocząć
Do domu wróciliśmy jakieś dwie bądź trzy godziny później. I  tym miejscu znów mogłabym wspomnieć o tym, że lubimy błądzić. Powrót do domu był następną zagadką. Wjechaliśmy do Rosenheim i krążyliśmy po obrzeżach miasta. Jedno skrzyżowanie objechaliśmy 4 razy, zjeżdżając w każdą stronę, późnij w jakis osiedle.. Masakra. Kiedy już w końcu dotarliśmy do domu zrobiliśmy obiad i opowiedzieliśmy wujkowi i cioci o naszej wspaniałej przygodzie z dotarciem na miejsce, a później do domu. Znów nas wybrechtali, że się cały czas gubimy.
Reszta dnia spędzona na siedzeniu na tarasie i piciu piwka przy grillu.
Piątek również pod znakiem 'naburmuszony kok', ale już bardziej naburmuszony niż dzień wcześniej. (są na to dowody w postaci zdjęć) Nie chciało mi się z łóżka. Przecież to nie trudno rozumieć. Nie ma się na coś ochoty i tyle. A oni zmuszali mnie do tego bym pojechała z nimi... Co wkurzało mnie jeszcze bardziej. Po tym jak Lukas użył siły i wywlekł mnie z łóżka za nogi i chciał tak znieść ze schodów postanowiłam wstać. Pojechaliśmy nad jezioro i wypożyczyliśmy łódkę.


Omo~Nic mi nie poprawiało humoru. Dopiero kiedy wysadzili mnie w domu zaczęłam normalnie funkcjonować. Obiadek, kawa/piwko, chłopcy pojechali na małą misję i nie było ich jakiś czas. Pojechałam z wujkiem do sklepu, a później z mamą i ciocią rozwiązywałyśmy krzyżówki. Gosh~to najlepsze zajęcie na nudę. Ile można się przy tym naśmiać to mała głowa. Później przyjechali chłopcy, a mnie zebrało na sen.
Sobota spędzona tak jak każda kobieta lubi najbardziej. Zakupy! Pół dnia (bo wcześniejsze pół przespałam, albo przegrałam z Tomkiem na Wii w Mario) spędziliśmy chodząc z Tomkiem po sklepach i przymierzając ciuchy. Do tej pory mam zwałę z tego jak ładnie dogadywaliśmy się z Niemkami. I to wcale nie chodzi o to, że nam nie szło. Wręcz przeciwnie. :) Do domu wróciliśmy spacerkiem z Miśkiem po 20. Pojechaliśmy zatankować autko i chwilę posiedzieliśmy ze wszystkimi na pożegnalnym posiedzeniu... Chwilę przed 11 zebraliśmy się do pokoju spakować i spać.


w drodze Misowemu bardzo się nudziło
Rano śniadanko, kawka, krótka pogadanka i w drogę. Omg. Najgłupsza i najbardziej stresująca droga jaką w życiu miałam.  Oczywiście znów się zgubiliśmy i nie skręciliśmy w ten zjazd w jaki mieliśmy. A na koniec wjechaliśmy na Berlin Ring i przejechaliśmy cały, a później okazało się, że znów jesteśmy na tej drodze, z której tam wjechaliśmy... Ale na szczęście do domu dojechaliśmy tylko z 1.5h obsówką. i zobaczyliśmy w końcu kochane mordy Negai i Pawła =)



Ledwo przyjechaliśmy, ja nie zdążyłam odpocząć od siedzeń samochodów, a we wtorek już pojechaliśmy na dzień nad morze x) Nam to dobrze!

na koniec muzyczka, którą zacieram prawie od tygodnia


Na razie pasuje z wszystkimi zaplanowanymi wcześniej na resztę sierpnia wyjazdami. Mam dość. Za to już teraz planuję do miejsc, w które pojadę za rok dołączam Octoberfest. \(*o*)/ i Frankfurt :)



Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
i gratuluję tym, którzy przeczytali całą notkę. =)

wtorek, 26 czerwca 2012

Krótki odpoczynek nad Bałtykiem

Misa i Negai.
za nami Bałtyk wyglądający jak jezioro.
ciepły jak zupa ;)

Wróciłam~! Na początku trzeba byłoby jednak zacząć od "Wyruszyłam w podróż" bądź coś w tym stylu. xD

No więc, w piątek wieczorem wyjechałam do Szczecina, a w sobotę o 8 rano już byłam w drodze do Rewala. Pogoda w Szczecinie była od rana śliczna. Słonko świeciło i zapowiadało się na naprawdę skwarkowy dzień. Po niecałych 2 godzinach drogi byliśmy już na ranczo, a koło 11 na plaży *O*
Gra w siatkę plażową, później kąpiele w Bałtyku i opalanie *O* (to to co Misy lubią najbardziej ^o^''' )

Po południu powróciliśmy do domku na obiadek. Chwilę posiedzieliśmy i wieczorem ruszyliśmy wraz z sąsiadem na podbój miasta, a dokładniej w poszukiwaniu pubu w którym będzie można obejrzeć mecz na dużym ekranie x)Niby mnie takie pierdoły ie interesują, ale zostałam do końca wraz z Negai, mimo, że miałyśmy się zebrać do domku przed zakończeniem meczu.
Trolololo... Bawił nas jeden koleś, który podawał się za Hiszpania (wtedy grała Hiszpania i Francja). Wszystko było by w porządku gdyby nie dostał telefonu i nagle zaczął kląć jak prawdziwy polak. Uhuhu. brechtam!

Następnego dnia wiadomo było od rana, że nie popływam i nie poopalam się.Tata z ciocią wymyślili więc spacer z Rewala do Pogorzelicy. Wpierw nie miałam na niego ochoty ale perspektywa siedzenia samej w domku bądź na plaży, bez słuchawek - bo ofc nie wzięłam ich z domu, bo po co... nie była dobrą wizją. Poszłam więc z nimi. Wpierw wkurzona, ale później mi przeszła złość. Zjedliśmy obiad w Niechorzu i plażą wróciliśmy do Rewala. Droga powrotna była miła, jednak chwile później od momentu jak zaleźliśmy się na plaży zaczął kropić deszcz, który później zamienił się w ulewę. Jednak aż tak źle nie było. Temperatura wody nie dużo się różniła od temperatury powietrza.Ograniczało mnie tyko to, że okulary były całe w wodzie i nie widziałam gdzie idę. :O A kiedy schodziliśmy z plaży pojawiło się słońce. I gdzie tu sprawiedliwość? xD
takie tam spacerowe...
morze znów jak jezioro
i ciepłe jak zupa ;3 


Wieczorem poszliśmy do sąsiadów na grilla. Omo~ Pierwszy raz jadłam taki smaczny sos, który nazywa się tzatziki ;O albo wcześniej jadłam go, pod jakąś inną nazwą. Po tych moich wszystkich zachciankach kulinarnych, które mam do spełnienia pewnie sobie zrobię właśnie to. xD



Poniedziałek w większości przespany. Naprawdę. Nie pamiętam kiedy tak dużo spałam. Wszystko przez te badziewną pogodę. W nocy cały czas padało, w dzień tak samo. Tata zrobił co miał do zrobienia jeszcze na ranczo i wróciliśmy o Szczecina. A dziś rano do Pyrzyc.

Szczerze powiem Wam, że Bałtyk na wysokości Niechorze - Rewal jest naprawdę bardzo ciepły. I już nie mogę doczekać się lipca i tego kiedy tam wrócę. Mam nadzieję, że pogoda będzie jednak bardziej sprzyjać wylegiwaniu się na plaży w promieniach słońca niż temu by siedzieć cały czas w pokoju i chować się przed deszczem. ;)

BYE :3