wtorek, 31 grudnia 2013

Happy New Year 2014


 Kochani~
Z okazji zbliżającego się wielkimi krokami NOWEGO ROKU
chciałabym złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia.
Zdrowia, szczęścia i pogody ducha,
aby nastający rok 2014 był lepszy od tego w 100%
Życzę Wam aby każdy dzień był dla Was powodem do uśmiechu i radości, a także spełnienia planów, postanowień i najskrytszych marzeń.
 Dziękuję Wam za kolejny wspólnie spędzony rok. 
Dziękuję za to, że jest Was już tak wielu, moi Kochani Czytelnicy.
Za to, że jesteście, czytacie to co piszę i wypowiadacie się na różne tematy związane z blogiem. Każdy komentarz pisany przez Was jest swoistego rodzaju motywacją do dalszej pracy nad blogiem oraz nad sobą w niektórych przypadkach.
Mam nadzieję, że wydarzenia jakie będą miały (zapewne) miejsce w Nowym Roku pozwolą na to, abym mogła nadal dzielić się z Wami tym co dzieje się u mnie.

Postaram się nadrobić dział 'make up' i dodawać więcej tutoriali, które jak zauważyłam interesują Was najbardziej.


niedziela, 29 grudnia 2013

grudniowe refleksje na temat mnie.

Cześć Słoneczka  ٩꒰ ˘ ³˘꒱۶ⒽⓤⒼ♥♡̷♡̷
Jak tam u Was?
U mnie, poza tym, że podejmuję ciągle większość niepoprawnych decyzji,które mogą mieć oddźwięk na dłuższy czas co bym nie zrobiła jest bez rewelacji.
Święta, święta i po świętach. - stary tekst, za to jaki ponadczasowy ^^
Świąteczny klimat uspokoił się nie tylko w moim jak i pewnie w Waszych domach. Ten szał jaki panował jeszcze tydzień temu opadł także w salonie w którym pracuję. Znów się zaczyna tak zwany marazm. Do Sylwestra jest jeszcze pracy trochę jednak po Nowym Roku podejrzewam, iż umrę z nudów. No nic. Przetrwam i to wspominając to jak było fajnie, kiedy biegałyśmy po salonie nie wiedząc w co włożyć ręce od nadmiaru pracy.
Wigilia u mnie w domu zaczęła się dość późno. Zanim Tomek skończył pracę i wrócił do domu było koło 19. Babcia z dziadkiem odprawili cały ten kościelny rytuał modlitewny, złożyliśmy sobie życzenia  i zasiedliśmy do stołu. Naprawdę zawsze było mi obojętne to czy będę spędzała czas z rodziną przy jednym stole, czy nie. W tym roku czułam się wyjątkowo. Jedliśmy, śmieliśmy się, rozmawialiśmy o tym co było i co będzie.Wspominaliśmy wyjątkowe chwile, których było bardzo dużo. W końcu nastała chwila rozdawania prezentów. Mama założyła mikołajową czapkę i kazała nam śpiewać, tańczyć, mówić wierszyki...
Pierwszy dzień świąt również spędziliśmy u babci. Obfita obiado-kolacja, znów rozmowy i wygłupy. Wieczorkiem herbatka z Zero♡̷ . Drugi dzień świąt spędziłyśmy z tatą. Kiedy w końcu wygramoliłyśmy się razem z Negai z łóżka, ogarnęłyśmy i ogólnie zrobiłyśmy na pięknie pojechałyśmy do Szczecina. Nie obyło się bez przygód w postaci 'skręciłaś nie na ten pas' i zwiedzaniu ulic centrum Szczecina. Nie narzekałyśmy, bo chociaż było wesoło. U taty czekał na nas obiad i pyszne ciasta, także ciąża spożywcza nadal trwała. Oglądaliśmy telewizję, oglądaliśmy zdjęcia, wspominaliśmy... To był naprawdę wspaniały dzień.
  Zawsze w czasie między świętami, a Sylwestrem mam czas na osobiste refleksje podsumowujące miniony rok. Wspominając świąteczne dni spędzone z bliskimi, zastanawiam się nad tym jak wyglądałyby święta gdyby niektóre sytuacje potoczyły się trochę inaczej, a ja zwyczajnie bym zniknęła. Niestety ta myśl będzie wracać cały czas, szczególnie w takich momentach. Kiedyś się z tym pogodzę, z tą głupotą jaką posługiwałam się by rozwiązać swoje problemy. Na szczęście trochę zmądrzałam, nauczyłam się czegoś.
Wiecie, przez to wydarzenie, doceniłam tak wiele.
Jeśli miarą bogactwa ma być szczęście to jestem najbogatszą osobą na ziemi. Szczęścia jakie dają mi moi bliscy.
Jak tam Wasze plany na Sylwestra?
Ja miałam spędzić je sama z Negai w domku przy dobrym winie w piżamach przed telewizorem. Plany jednak uległy małej zmianie i odwiedzą nas znajomi, których nie widziałam już bardzo długi czas. Szczerze powiedziawszy nie mam pojęcia jak wyglądać będzie całe posiedzenie, ponieważ na nogach będę od 5.30 i wątpię bym przeżyła zimne ognie i typowe dla Sylwestrowej nocy pierdoły. Na szczęście 1 i 2 stycznia mamy wolne, także odpocznę trochę. Czuję, że to jest mi bardzo potrzebne.
A Nowy Rok zacznę znów o kompletu badań. Jejku, ja to mam szczęście. "Jak nie urok to sraczka". Z jednej choroby wyjdę, co innego zaraz się tworzy.
Moje maleństwo skończyło wtedy 7tyg i zaczęło szczekać. Teraz skończyła już 8 i jest małym szatanem. Wrzeszczy, biega jak szalona po trawie, chrapie gorzej niż stary dziad, robi pobudki całując i gryząc policzki, ale kocham ją przeokropnie i nie zamieniłabym na nic w świecie.

XOXO

wtorek, 24 grudnia 2013

Wszystkiego najlepszego Kochani

Hej Kochani~
Z okazji Świąt Bożego Narodzenia chciałabym złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia.
Spokoju i wytrwałości z realizacji pomysłów i postanowień,
szczęścia i zdrowia
oraz wszystkiego co Wasze duszyczki zapragną. 

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Mój mały słodki potworek, miłość od pierwszego wejrzenia

Kochani,
święta już tuż tuż, a ja w niedzielę sprawiłam sobie pierwszy prezencik, którego tak naprawdę szukałam od kilku miesięcy, ale nie mogłam się w żadnym zakochać od pierwszego wejrzenia. Większość ogłoszeń, które znajdowałam wcześniej było nieaktualne.
W sobotę wieczór siedziałam z mamą i Negai oglądając ogłoszenia psiaków na tablicy. Zakochałam się w jednym piesku. Zadzwoniłam do właścicieli i BAH~Okazało się, że mój wymarzony psiak to suczka i na dodatek jest na sprzedaż. Obgadałam wszystko z mamą jeszcze raz i zadzwoniłam jeszcze raz z decyzją, że chcę malutką kupić.
W niedziele pojechałam z Negai pod Słubice. Dłuższą chwilę musiałyśmy czekać, bo pani, od której małą miałam wziąć nie odbierała telefonu. W końcu jednak się dodzwoniłyśmy i odebrałyśmy moją małą księżniczkę.

Przedstawiam Wam MEI-LI (๑°꒵°๑)・*♡

Jak na razie Miyusia stopniowo oswaja się z nową sytuacją i tym, że już nie będzie jedynym pupilkiem w domku.
Mei-Li cały czas śpi, a kiedy idziemy na ogród biega i skacze po trawie prawie szurając pyszczkiem po ziemi. (nagrałam filmik, ale zniknął z telefonu, zrobię innym razem jeszcze jeden ^o^)

Co do świąt i całego świątecznego klimatu.W domu jeszcze nic nie zrobione, pogoda nie taka jak trzeba - około 6-7°C i dziś np. ostre słońce. Miasto też jakoś szczególnie nie przystrojone, choinka nie kupiona... Cały klimat o jakim pisałam wcześniej prysł.
Na Sylwestrową noc też specjalnych planów nie mam.

Co tam u Was? Jak spędzicie święta i Sylwestra? U kogoś leży śnieżek czy u Was też raczej zapowiada się na wiosnę niż zimę?

Przepraszam, że nie odwiedzam Waszych blogów i rzadziej odpisuje na komentarze. W salonie przed świętami jest mały kocioł, więc kiedy przychodzę do domu chwilę spędzam z rodziną i idę spać. Po świętach mam nadzieję, że się to zmieni i nadrobię wszystko. :)

xoxo

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Nowy, świąteczny wygląd bloga

HEJ KOCHANI~
Jak tam u Was? Trzy dni temu był 6 grudnia - Mikołajki, i oznaka dla mnie, że zima zaczęła się naprawdę, a do Wigilii już naprawdę mało czasu. Trzeba więc zacząć kompletować prezenty dla wszystkich, których chce się obdarować.
Świąteczny klimat udziela się już wszystkim. W domach lepią pierogi, aby były już gotowe na Wigilie, witryny sklepów ozdobione są girlandami i światełkami. U nas w salonie stoi piękna wielka choinka. Szaleństwo świąteczne zaczęło się już na dobre. Ludzie życzą sobie wesołych świąt. Naprawdę polubiłam ten klimat, wszystko fajnie, więc moje pytanie brzmi: GDZIE JEST ŚNIEG? Przerażające jest to, że prognozy pogody długoterminowej mówią o tym, że temperatura będzie dodatnia, a 24 grudnia bezśnieżne -1.
W sobotę wróciłam do pracy po długim zwolnieniu. Bardzo się z tego cieszę. Brakowało mi kontaktu z ludźmi i z koleżankami z salonu. W salonie pracuje nowa dziewczyna - Ania, z którą chodziłam do klasy w gimnazjum.
Wolną niedzielę spędziłam w łóżku, objadając się mandarynkami (które w grudniu zawsze są takie przepyszne) i pracowaniem nad nowym wyglądem bloga.
Jak Wam się podoba?



poniedziałek, 2 grudnia 2013

Miracle of december

Hej Misiaki.☆* o(≧▽≦)o *☆

Aż trudno uwierzyć w to, że prawie cały rok prześliznął się między palcami i już mamy grudzień. Siedzę i myślę o tym, co się działo w bieżącym roku, jednak osobiste refleksje odpiszę pod koniec grudnia. Spokojnie. Będziecie mogli poczytać jeszcze o moich porażkach i dobrych decyzjach.

Grudzień to magiczny miesiąc. Śnieg, mróz, świąteczny klimat i w końcu święta. Czas spotkań z przyjaciółmi i rodziną. A bynajmniej u mnie się tak utarło, że właśnie w świątecznym okresie widzę się najczęściej ze znajomymi. Szczególnie tymi, którzy wyjechali za granicę i nie przyjeżdżają do Polski zbyt często.
Wiele sytuacji jakie przytrafiły mi się z w tym roku chyba mnie wiele nauczyło jak i zmieniło. Szczerze powiedziawszy ja nigdy nie lubiłam tego miesiąca, nigdy nie przepadałam za świętami, a mrozu i śniegu wręcz nienawidziłam. Teraz? Nie mogę się doczekać dosłownie wszystkiego.
Chcę już móc pobawić się śniegiem, porobić w nim zdjęcia i 'aniołki' (co prawda, to ostatnie zawsze po imprezach %) Chcę już poczuć ten świąteczny klimat, kiedy to wszyscy krzątają się, gotują. Najbardziej jednak nie mogę doczekać się ubierania świątecznego drzewka.
W moim domu jak i u babci zawsze stoi piękne duże żywe drzewko. W tym roku zamarzyło mi się wielkie gęste drzewo, które nie wiem gdzie znajdę, ale znajdę.  Co prawda to prawda, kuje kiedy się je przystraja, jednakże jak wspaniale pachnie. Ja mam strasznie dużo frajdy kiedy ubieram je. Skaczę po drabinie, wyginam się i mało co nie łamię kości, ale zawsze jest wesoło. Negai ubiera zawsze dolne partie drzewka.
Nie mogę doczekać się aż przyjdą moje wszystkie paczuszki z rzeczami, które zamówiłam, i będę mogła je ładnie opakować, wsadzić pod choinkę oraz wysłać przyjaciołom. uhuuhu
Z nowym rokiem niestety już tak śnieg i mrozik nie cieszą. Zostaje tylko narzekanie i oczekiwanie wiosny. Ale o tym kiedy indziej. W tym roku zamierzam zrobić sobie mały trip i rozerwać się w górach. Trzeba tylko zebrać pieniążki i małą ekipę do śnieżnych szaleństw. ⁝⁝⸃₍⁽΄˙̥΄ ⁾₎⸜☂

A Wy jak tam? Co się dzieje u Was ciekawego? Opowiadajcie.

sobota, 30 listopada 2013

hello my love, secretly and greatly, once upone a time [drama]

Witam. Dziś kolejna dawka opisów dram i osobistych refleksji po obejrzeniu ich. Mam nadzieję, że tego typu posty podobają Wam się i pomagają w wyborze kolejnych dram, które możecie obejrzeć.



tytuł: Hello My love
oryginalny tytuł: 헬로우 마이 러브
rok produkcji: 2009
kraj: Korea Płd.
scenariusz: Choe Seung Ho
typ: komedia, romans

Film "Hello my love" opowiada o dziewczynie Ho Jeong. Jest ona DJ'ką w radiostacji, gdzie prowadzi program dla zakochanych. Od 2 lat czeka w Korei na wieloletniego ukochanego - Yu Won Ja, który studiuje we Francji, a po powrocie ma się jej oświadczyć. Po ukończonych studiach wraca on do Korei, jednak ku zaskoczeniu Jeong, nie sam, lecz z kolegą, którego poznał na studiach - Lee Dong Hwa. Mężczyźni wszędzie pojawiają się razem i zamierzają otworzyć razem restaurację/winiarnię. Jak potoczą się ich losy? Sprawdźcie sami!

Moje odczucia co do dramy - nie będę ukrywać faktu, że do obejrzenia tego filmu nakłoniła mnie tylko i wyłącznie okładka. Nie czytałam opisu, ni nic z tym związanego. Oglądałam tak w ciemno i szczerze Wam powiem, że nie był zły. Jeśli ktoś lubi romanse to film specjalnie dla niego. Dobre wino, miłość i osoba zwana '5tym kołem u wozu'. Film zaczyna się opowieścią o wielkiej miłości. O tym, że chłopak wyjeżdżając daleko za granicę na studia zostawia dziewczynę składając jej obietnicę. Ta czeka na niego myśląc tylko o tym, że się pobiorą i będą szczęśliwi.
Postać głównej bohaterki była (jak dla mnie) inna niż do tej pory się spotykałam w innych dramach. Musiała stawić czołu to, że jej facet zdradzał ją. Na początku tego nie podejrzewa, jednak później chcąc go odwiedzić, nakrywa go z ... innym facetem. W pewien sposób postanawia walczyć o miłość Woon Ja i zrozumieć, dlaczego tak właśnie postąpił. W akcie bezsilności popełniła małe głupstwa.
Powiem Wam, iż jak na film pełnometrażowy ta drama potrafi trzymać w napięciu od początku do końca. Przeżywałam z Jeong wszystko co ją spotkało i to co przeżywała. Sam koniec filmu był dla mnie wielkim zaskoczeniem, ponieważ myślałam, że sprawy potoczą się całkiem inaczej. Na początku oczywiście mi się to nie podobało, jednakże po przemyśleniu kilku rzeczy stwierdziłam, że to zakończenie ma sens. :)

ONLINE po Polsku~> KLIK


tytuł: Secretly And Greatly
oryginalny tytuł:
rok produkcji: 2013
kraj: Korea Płd.
scenariusz: Jang Cheol Su
typ: komedia, akcja, dramat, sensacyjny

Film na podstawie internetowej manhwy "Covertness" opowiada o trzech północnokoreańskich agentach; Won Ryu Hwan - elitarnym agencie, który pobił 20 000 konkurentów, Lee Hae Rang - synu wysoko postawionego północnokoreańskiego oficera oraz najmłodszym w historii agencie - Lee Hae Jin. Ta trójka zostaje wysłana do małego miasteczka w Korei Południowej, gdzie jeden zostaje miejscowym głupkiem, drugi niedoszłym piosenkarzem, a trzeci licealistą. Nie otrzymując żadnych rozkazów z Północy, powoli przyzwyczają się do obecnego życia, lecz nagle zostaje im przydzielone ważne zadanie...
(opis podkradziony ze strony http://peb.pl)

W tym przypadku do obejrzenia tej dramy skusiła mnie postać Kim Su Hyeon'a, jako odtwórcy głównej roli. Początek filmu oglądałam z wielkim zaciekawieniem, bo 'cóż ciekawego może się stać'. Czekałam na to, aż pojawią się momenty komedii, bo tym gatunkiem między innymi film jest. Nie mam pojęcia czy to ja jestem tak nierozrywkowa w tej dziedzinie, czy po prostu Koreańczycy mają inną mentalność i śmieszy ich prostota, a to co u nas jest zwyczajnie obrzydliwe i głupie u nich może być śmieszne. Do połowy filmu modliłam się o koniec, jednak kiedy już minęło te 50% dramy chciałam by wszystko się wyjaśniło. Nie rozumiem mentalności ludzi z Korei Północnej i tych misji i relacji o miłości i oddaniu do Ojczyzny. Może dlatego też film wydał mi się nudny. W 2 połowie dramy zaczął się ten filmowy gatunek 'akcja'. Główni bohaterowie cały czas walczyli, uciekali i znów walczyli. W końcu pogubiłam się w tym kto jest tym dobrym, a kto tym złym. Naprawdę było mi trudno to ogarnąć. Pojawiały się także irytujące momenty walki, podczas której ci źli leżą po 2 ciosach, a główni bohaterowie mimo iż dostali kilka kopniaków, zostali postrzeleni etc nadal mogą walczyć, a kiedy przychodzi moment, w którym przypominają sobie o wspólnych chwilach energia im opada. Nie lubię tego typu filmów i naprawdę ciężko było mi się w niego wdrążyć. Jak na moje oko jedynie ratowała go obsada lubianych przeze mnie (i przystojnych) aktorów. Zaskoczyło mnie również zakończenie. Takich nie lubię najbardziej w świecie. To była chyba jedyna drama jaką obejrzałam do tej pory, która zakończyła się w taki sposób.
Fanom kina akcji gorąco polecam, bo na dobrą sprawę kiedy wszystko się rozwinęło film zaciekawił mnie do tego stopnia, że trzymałam kciuki za to by bohaterowie wyszli cało i cały czas krzyczałam 'Fighting' x)

ONLINE po Polsku -> KLIK

tytuł - Once Upone A Time
oryginalny tytuł: 원스 어폰 어 타임
rok produkcji: 2008
kraj: Korea Płd.
scenariusz: Cheon Seong Il
typ: komedia, przygoda, akcja


Rok 1940. Seul jest pod rządami Japończyków. Diament dusza narodu „The light of East” jest legendą. Japońscy wojskowi dokładają wszelkich starań do tego by znaleźć diament. Po wielu staraniach wreszcie generał wojsk znalazł go. Organizuje przyjęcie z okazji wygranej i wysłania diamentu do Japonii.
Najlepsi profesjonalni zdobywcy w Seulu zajmują się kradzieżą diamentu, co otwiera nową historię filmu. Bong-gu proponuje Choon-ja, znanej wokalistce jazzowej, aby użyła swojego piękna i odwróciła uwagę zebranych gości na przyjęciu. Choon-ja jednak również jest jednym z najlepszych rabusiów w mieście i również ma zamiar ukraść diament….

 Powiem Wam kochani, że nigdy nie przepadałam za kinem akcji. Do obejrzenia tej dramy skusił mnie sam tytuł. Pod nim właśnie zawsze kryją się wspaniałe baśni, ciekawe filmy o przygodach w innym dziwnym świecie... No tu niestety królewien i czarownic nie było, ale byli przystojniacy i piękna kobieta. To mi starczyło. Pierwsze kilka minut wcale nie mogłam się wdrążyć w tą historie. Jednak kiedy pojawił się tak zwany trójkącik, kiedy to dwóch panów zabiega o względy jednej kobiety, zaczęło mnie bardziej wszystko ciekawić. To jednak jest historią drugiego planu mogłabym rzec, która jest uwidoczniona tylko dlatego iż wszyscy chcą zdobyć piękny, wielki diament. Armia Japońska dla własnych celów, rabusie dla własnych.
W filmie pojawiają się często także dwie inne postaci, których priorytetem jest zabicie Japońskiego generała i to oni właśnie wprowadzają najwięcej dobrego humoru do filmu. Wszystko kończy się tak, jak nie myślałam, że będzie. Oczywiście wszystko ma swój happy end.
Jak na moje oko film to Koreańska wersja połączenia Indiany Jonesa i Tomb Rider, którą powinien obejrzeć miłośnik tych dwóch tytułów. 

ONLINE niestety po angielsku -> KLIK

Dziękuję Kochani za komentarze pod poprzednim postem. To naprawdę motywuje. :)

poniedziałek, 25 listopada 2013

Wypad na łyżwy, koncert Jelonka ;)

Hej Kochani~(✦థ ェ థ)
Zaczął się sezon na lodowisk i jazdy na łyżwach. W związku iż moja siostra sezon otworzyła już we wtorek, ja postanowiłam zrobić to w piątek. Wraz z Negai pojechałyśmy do Gorzowa Wlkp pojeździć.
Samo wejście na lód nie było złe, nie wywaliłam się kilka kółek zrobiłam, a później przyszedł Łukasz. Dawno się z nim nie widziałam, także było o czym rozmawiać. Wraz z Negai zajeżdżali mi drogę paskudniki ❣
 Jeździliśmy około 2h, po czym udaliśmy się do pubu na małego browarka. (≚ᄌ≚)❤ Tam nie mogliśmy się zgadać czy shishe palimy czy nie.(swoją drogą odpaliłabym w końcu swoją, bo tylko stoi i kurz zbiera) Ostatecznie nie zdecydowaliśmy się na nic. Po tym kiedy tylko wypiłam piwo wróciłyśmy do domu. Droga była bardzo wesoła. Śpiewałyśmy na cały głos, śmiałyśmy się mimo okropnego zmęczenia. W gruncie rzeczy jak to zwykle bywa, kiedy podjechałyśmy pod dom spać się nam odechciało. Usiadłyśmy zatem u mnie w pokoju i zaczęłyśmy się wyłupiać, oglądać durne filmiki na YT i ciągle śmiać się.
Dnia następnego czekała mnie rano pobudka i trip do Szczecina, aby odwiedzić swojego lekarza. Nie pamiętam kiedy ostatni raz miałam taki problem z dojazdem gdziekolwiek, w szczególności, że uwielbiam to kiedy autobusy się spóźniają, bądź zwyczajnie nie jeżdżą w weekend. No nic. Załatwiłam wszystko co miałam załatwić, podjechałam pod miejsce gdzie zatrzymuje się bus do domu i stojąc tak rozejrzałam się wkoło. Naprzeciw mnie dwie galerie, jakieś Castoramy i sklepy z meblami, za mną podjeżdża bus do domu. Głupia ja, zamiast iść na busa, poszłam w stronę sklepów i zawitałam z JYSK. Kupiłam elegancką bieliznę pościelową w zebrowy motyw i wróciłam na przystanek. Tym razem naprawdę długo musiałam poczekać na bus. Oczekiwania jednak umiliła mi pani Natalia z TVN.
W domu zrobiłam sushi i zjadłam z mamą i Tomkiem w oczekiwaniu na Radka, aby jechać na koncert JELONKA.
W Słowianinie spotkałam znajomą, którą poznałam w kiedy jeszcze pracowałyśmy w Cefarmie.
Co do koncertu i samej postaci Michała Jelonka.
Support zagrał Szczeciński zespół Rockasta. Zapraszam do ogarnięcia ich kawałków w necie. Akordeon połączony z dźwiękiem i gitar jest naprawdę czymś godnym uwagi. ~(˘▾˘)~
Jelonek wyszedł na scenę. Zaczęli grać jakiś kawałek, po czym Michał przywitał się z widownią...
'...widzę też trochę poroża"
Zaczęli grać, a my się wygłupiać i bawić. Po chwili skrzypek podszedł do barierek i poprosił Radka, aby ten pożyczył mu rogi, które mieliśmy na głowach. ヾ(*⌒ヮ⌒*)ゞ
No i proszę. Michał 'Jelonek' w Radkowych rogach. 
Zagrał w nich kilka utworów i oddał.
Gdzie są jelonki tam i my ~(˘▾˘)~
Zespół wykonał kawałki które uwielbiam. Akka, BaRock, Elephants Ballet, 24 N.Paganini i kilka innych. Wyskakałam się za wszystkie czasy. Po koncercie czekaliśmy chwilę na autografy.



Chwilę porozmawialiśmy z Michałem i pośmieliśmy się. Dał nam autografy i zrobił z nami kilka fotek. Zapytał o Nasze rogi, skąd ten pomysł, gdzie je kupiliśmy, bo są fajne i postanowiłam oddać mu swoje. ˁᵒ͡ˑ̉ᵒˀ
 Jeśli o samą osobę Michała 'Jelonka' chodzi. Kiedyś słyszałam od znajomych, że jest strasznie zadufany w sobie i nieuprzejmy. Nie wiem skąd takie zdanie o Nim. Moim zdaniem jest wesołym zwariowanym człowiekiem. Wiecie..Chciałabym pojechać znów na jego koncert, aby usłyszeć na żywo jak gra. Mimo iż to był mój 4 koncert nie mam dość.

A niedzielę spędziłam z Bladym. Pojechaliśmy do Gorzowa pojeździć na łyżwach. Tym razem obyło się bez upadków, chociaż nie powiem, było blisko. (●`・(エ)・´●) Jeszcze kilka razy pojadę na lodowisko i będę jeździła jak mistrz. (─‿─) ahahaha
Kiedy już czas się nam na jeżdżenie skończył pojechaliśmy na herbatkę. Tego dnia herbata z cytryną była straszne zbawienna iż ciut zmarzłam, a także przypominało o sobie po koncertowe after party i wszechobecna Sahara w moim organizmie. Wieczorkiem czekał Nas jeszcze mały spacerek, a później poszłam do domu. Szczerze powiedziawszy byłam tak zmęczona, że nie wiem kiedy zasnęłam. Pamiętam tylko, że położyłam głowę na poduszkę... (i chyba wtedy odleciałam) ☆*:.。. o(≧▽≦)o .。.:*☆

A jak tam u Was moje Miśki? Opowiadajcie. 

czwartek, 21 listopada 2013

jak to mówią, Poznań miasto doznań, a dla mnie to miasto gdzie spędza się czas najlepiej


Hej(“⌒∇⌒”)
Przepraszam, że nie było mnie jakiś czas, jednakże byłam na misji w Poznaniu. Miło było spotkać w końcu tak dawno nie widziane kochane dziobki Momo i Nanami. Czwartek przesiedziałam na pogawędkach z Momo, a kiedy przyszła Nanami zaczęła się impreza. Siedziałyśmy dość długo popijając wino i śpiewając kawałki Kimberley i Trouble Maker (swoją drogą, teraz będzie mi się to kojarzyło z Tobą Nanamku (•̀ᴗ•́)و ̑̑ ) Piątek spędzony z Momo i Rainem, a wieczorem dołączyła jeszcze do nas Nanami. Cały czas gadałyśmy o głupotach. Jak sobie teraz o nich przypomnę to chce mi się śmiać nieziemsko.
Nanamkowe i Misowe ramen.
Ale z nas kuchciki. Uhuhu
Sobota minęła spokojnie. Na pierdołach i wydawaniu pieniążków na ebayu z Momoćką. Później jaraniu się aktorami z Gossip Girl (⁎⚈᷀᷁ᴗ⚈᷀᷁⁎). (znów nabrałam ochoty, aby obejrzeć wszystkie sezony od początku. Który to już raz? 5?) Niedziela na spacerze do M1 z Nanami, zakupach i robieniu ramenu.
Później przyszedł Yasei i Nameria a poziom głupoty wzniósł się na szczyty. Stwierdziłyśmy, że kpop jest wylęganią starych panien biorąc pod uwagę to co wypisują fanki: "wolę swojego Biasa od realnego faceta' etc.Yasei zaczął naszą głupawkę śmiechową od pytania: "śmieszą was grubi ludzie robiący sobie krzywdę?" miał tu na myśli typowych amerykanów. No i się zaczęło. Youtube i czarna odchłań durnoty jaka się tam znajduje powodowała, że śmiechów nie było końca. W poniedziałek razem z Momo i Rainem wybraliśmy się na spacer i zakupy. Po obiedzie ruszyłam pupinkę do centrum, spotkałam się z Nanami i
zaczęłyśmy robić trip po galeriach, abym mogła roznieść CV. Mam nadzieję, że ktoś się odezwie, bo chciałabym w końcu spełnić swoje marzenie o mieszkaniu w Poznaniu. Zobaczymy co z tego wyniknie. Na starym rynku wybrałyśmy się na piwko. Wyluzowałyśmy się i wróciłyśmy do domku, a tam znów porcja głupoty z Nanami, Yaseiem, Momo. Wtorek minął spokojnie. Co chwilę zasypiałam, nie mogąc obejrzeć dramki - skutki oglądania do późnej nocy głupot i rozmów. Po południu Nanami wróciła z zajęć i przyszedł Yasei i Sakeru. Zrobili małe przemeblowanie, a potem oglądaliśmy dziwne filmiki pod podkład muzyczny do Mario. xD W końcu głupotę trzeba było zakończyć i włączyliśmy Sherlocka Holmsa. A w środę musiałam jechać do domu.
Na przystanku autobusowym przy osiedlu spotkałam się z Nanami aby się pożegnać. Akurat wracała z uczelni. Spokojnie pojechałam na dworzec, zakupiłam bilet i weszłam do pociągu. Zaczęłam czytać książkę, którą po ponad roku(?) odebrałam w końcu od Momo. (Ruchomy Zamek Hauru, na podstawie którego powstało anime pod tym samym tytułem)
foteczka w windzie z czwartkowego wyjścia po zapasy alkoholowe.
w końcu teraz jest moda na sweet focie w windzie. dlaczego i my nie miałybyśmy zrobić sobie jednej. (๑>ᴗ<๑)
Pociąg odjechał. Cieszyłam się, że już odjeżdżam, bo zobaczę się z Negai, a z drugiej strony smuciłam, bo wyjeżdżam. (wiecie, to dziwne, ale lubię to uczucie, kiedy nie ma mnie w domu na kilka dni, i nie mogę się doczekać kiedy zobaczę się z siostrą, a ona ze mną, mimo, że czasami w domu byśmy się zagryzły.)
przed Szamotułami pociąg zaczął głośno gwizdać i gwałtownie się zatrzymał. Wpierw myślałam, że jesteśmy na jakiejś stacji, a to, że wszystko wydawało się głośniejsze, a hamowanie gwałtowniejsze było wynikiem zażytych wcześniej tabletek, jednak chwilę później do przedziału wbiegła zasapana pani konduktor z wiadomością, że chwilę będziemy stać, bo czekamy na policję i pogotowie. Okazało się, że jakiś durny człowieczek rzucił się pod pociąg. Dlaczego akurat pod ten, którym jechałam ja? Ludzie zaczęli siać panikę i bawić się w zainteresowanych gapiów. Jak ja tego nie lubię. W pociągu spędziliśmy około 40 minut, po czym kazano nam wyjść i iść na najbliższą stację piechotą, gdzie miały być podstawione autobusy, które zawiozą nas do Szamotuł. Tam czekaliśmy w deszczu jakąś godzinę, może półtora. Byłam tak zła, że nie zwracałam, że nie liczyłam czasu. Na szczęście miałam z kim porozmawiać, iż chłopak siedzący naprzeciw mnie zaczął rozmowę ze mną. Uff. W końcu kiedy przyjechały dwa autobusy i dojechaliśmy do Szamotuł czekał na nas pociąg. Chwilę później odjechaliśmy. Reszta drogi minęła bardzo przyjemnie, ponieważ między książką, a słuchaną muzyką w jednym uchu rozmawiałam z bardzo przyjemnym panem jadącym do Kołobrzegu i dziewczyną jadącą do Świnoujścia. Do Stargardu przyjechała po mnie Negai i już byłam naprawdę szczęśliwa, że niedługo będę w domku. 
Pojechałyśmy na małe zakupy, a później do babci najeść się ciast i odebrać moje paczki, które nachodziły babcię dość często podczas mojej nieobecności. A w domu czekało na mnie moje jakże wygodne łóżko i Zenek. ☆*✲゚*。(((´♡‿♡`+)))。*゚✲*☆ Chwilę posiedzieliśmy na górze z mamą i Tomkiem, po czym poszłam spać.
Po mojej jakże cudnej podróży na trasie Poznań Główny - Szczecin Główny nabawiłam się kataru.  I to by było na tyle.


środa, 13 listopada 2013

some stuff for sale

Cześć Dzióbki.
Ogromnie nie mogę się doczekać tego kiedy jutro wsiądę w pociąg do Poznania i będę mogła się spotkać znów z Momo i Nanami. Ostatni raz widziałam je na początku września, tak strasznie się stęskniłam. Mam nadzieję, że spędzimy wspaniale czas. Będę mogła popisać się moimi kulinarnymi zdolnościami. *uhuhuhu* (niestety nie mam pojęcia, dlaczego desery nie wychodzą mi tak dobrze jak dania obiadowe)
Kurczę, zastanawiam się cały czas nad tym, czy na czas uda mi się pozamykać wszystkie sprawy tutaj w Pyrzycach. Na chwile obecną jednak ciężko idzie, a tak naprawdę nic nie idzie. Niestety jeśli nic nie uda mi się z tym zrobić, mogę tylko pomarzyć o przeprowadzce i nowej pracy. Sucks. Na szczęście rodzina jest dla mnie bardzo pomocna i starają się pomóc i wesprzeć.


Ponadto. Mam do sprzedania dwie torebki i wiga. Ktoś chętny?
wielka torebusia*
ma pasek na ramię oraz uchwyt żeby złapać w rękę
stan bardzo duży
cena - 50 zł
torebusia z motywem kiciusia*
kotek wąsiki i oczka ma nakrapiane  diamencikami
torba jest nowa, bez metki (nietrafiony prezent)
spód ma podszyty materiałem takim jak rączki (tworzywo skóropodobne)
cena - 65 zl.
(sugeruje sie cena torebki na ebayu, ktora jest o wiele wyzsza)
* można się targować

kolor jak na zdjęciu
odporny na ciepło(bynajmniej na aukcji tak było napisane)
NOWY
cena - 70 zł
a teraz lecę się pakować~! c: