niedziela, 30 czerwca 2013

CJ7

Ostatnio idąc do chińskiego marketu w calu zakupienia sukienki na wesele, przeglądałyśmy z mamą jakieś inne dziwne pierdoły jakie mieli. Mama szukała breloczka do kluczy, *patrzu patrzu* i zobaczyłam coś w czym się zakochałam i postanowiłam posiąść.
Zapewne któraś/któryś z Was moi czytelnicy oglądał film CJ7.


Oryginalny tytuł : 長江七號
Rok produkcji : 2008
Scenariusz : Stephen Chow
Typ : Comedy / Sci-Fi
Kraj : Hong Kong

Ti jest pracownikiem budowy, który mieszka w zrujnowanym bloku. Pomimo biedy posyła syna do jednej z najlepszych szkół w mieście, by ten nie musiał podzielić jego losu. Pewnego dnia w telewizji zostaje puszczony wywiad z człowiekiem, który ponoć widział UFO. Tego samego wieczoru Ti wybiera się na wysypisko śmieci w poszukiwaniu nowych trampek dla syna, jednak zamiast butów odnajduje tam dziwną zieloną kule. (opis kradziony z filmweb. - wybaczcie)

Osobiście uwielbiam ten film. Jest naprawdę bardzo śmieszny, a przede wszystkim taki by cała rodzina mogła usiąść i obejrzeć go z uśmiechem. Opowiada o tym jak bardzo ważne są relacje w rodzinie, o przyjaźni, miłości oraz o tym, że to wszystko jest ważniejsze od drogich zabawek czy markowych ubrań.
Serdecznie polecam go wszystkim, którzy jeszcze go nie widzieli. ;)


A oto i mój zakup, który chciałam tak bardzo posiąść. =^o^=

A no i oto sukienka, którą kupiłam na wesele. Jak Wam się podoba?


czwartek, 20 czerwca 2013

z sesyjki zdjęciowej

Hello friends.
Today I show you my photo session by my friend Nuffin. :) At may she needed make a pics to her school and we made some. How you like it? We going to the old and dilapidated municipal pool at my city.








Right now I dreams about nice photo shoot at my blue wig. *O* At this weekend im going to Poznań again because I must finish my tattoo. I spand a time with my lovely Momo and Nanami, and I hope we take amazing pictures together ;)

niedziela, 16 czerwca 2013

new blue wig

W piątek przyszedł do mnie nowy wig. Nie mogę się doczekać kiedy przyjdą następne <3

On Friday, he came to me a new wig. I can not wait to come next <3



poniedziałek, 10 czerwca 2013

Poznańskie szaleństwa

Witajcie Słońca ;)
Godzinę temu wróciłam z pracy, robię sobie smaczny obiadek (bigosik z młodej kapustki z młodymi ziemniaczkami i jajkiem sadzonym) i zastanawiam się jak mają się moi podróżnicy. Otóż siedzę przez tydzień ze szwagrem sama w domu, bo babcia, Negai, mama i Tomek pojechali do cioci do Niemiec. Strasznie źle, że nie mogę jechać z nimi i pomóc cioci w ogarnianiu domu po powodzi i zapobieganiu przed kolejnym zalaniem.
Wczoraj zakończyłam wspaniały weekend. W sumie drugi wspaniały weekend.
O tym pierwszym weekendzie opowiem jak zamknę niektóre sprawy ;) Opowiem Wam o tym, który był teraz.
Zaczynam. ~_!
W czwartek od razu po pracy zebrałam pupkę na busa. Przyjechałam do Stargardu gdzie spotkałam się z Sylwkiem na chwilę, a później podążyłam pociągiem w stronę Poznania. Podróż nie była zbyt wesoła, iż jechałam ze starszymi ludźmi, którym nie pasowało to jak wyglądam i jak jestem ubrana. Cóż~ Po prawie 2.5h dotarłam w końcu i spotkałam się z Momo i Nanami . Wieczór przegadałyśmy, a następnego ranka nie mogłyśmy zwlec się z łóżek. Dzień spędziłyśmy milutko. Wpierw zakupy, gdzie w SH kupiłam sobie prześliczny mięciutki sweterek. Później Moo musiała wyjść, a ja z Nanami i Emmi poszłyśmy na urządziłyśmy sobie spacer po ulicach Poznania.
Najbardziej jednak nie mogłam się doczekać wieczoru i koncertu Afromental, na którym spotkałam się z Hanią ;) Mega żałuję, że nie zrobiłyśmy sobie ani jednego zdjęcia razem ;c - Mam nadzieję, że nadrobimy to.
Jak się bawiłam? Szczerze? Po tym koncercie pokochałam ich jeszcze bardziej. Od czasu mojego pierwszego koncertu Limp Bizkit (mój ulubiony zespół od czasów dzieciństwa) w 2009 r, podczas to którego pękłam żebro, ten jest drugim na którym tak wspaniale się bawiłam. Wyskakałam się, wykrzyczałam. Do domu wróciłam mokra tak jakbym brała prysznic. Najchętniej zabrałabym się z nimi w całą trasę koncertową, aby nie przegapić żadnego show. Naprawdę wiele słyszałam o Nich od znajomych, z neta... W pewnym sensie przez to, że w zachodnio pomorskim mało kto daje koncerty (jeśli chodzi o zespoły  bardziej wypromowane) w niektórych momentach myślałam, że zobaczenie ich na żywo będzie graniczyć z cudem. A tu proszę ;)
Co do chłopaków - OGIEŃ i jeszcze raz ogień~ Wspaniale było usłyszeć na żywo Łoza i Tomsona. Zobaczyć całego to show, popatrzeć na Barona i jego dredy (którymi jaram się nieziemsko) Oddałabym wiele by iść na chociaż jeden jeszcze, ale tym razem stać gdzieś bliżej sceny ^o^
Po powrocie do domu znów pogaduchy i podśmiechujki. Rano ogarnianie przed babyshower. Ogarnęłyśmy z Nanami mieszkanie i zrobiłyśmy sernik. Co prawda to prawda, miałyśmy małe przygody z nim, ponieważ za późno się za niego zabrałyśmy i galaretki nie chciały zastygać, ale w końcu dałyśmy radę. Momo cały czas narzekała na to, że nie zdążymy etc. 
oto dowód na to, że ciasto było - Nanami ubijająca mase jogurtową ;)
Smutne było to, że Momo miała praktycznie cały dzień spierniczony humor. :c Kiedy przyszli goście tej poprawił się humor. Stwierdzam, że warto było się denerwować tym jak narzeka i się wpierdziela w sprawy, którymi nie powinna się zajmować, żeby zobaczyć uśmiech na jej twarzy. Taki szczery i niewinny, którego nie widziałam już od naprawdę dawna.
Po babyshower wyskoczyłyśmy na chwilę do klubu. Przechodząc przez rynek stwierdziłam, że brakuje mi tych spacerów po starówce tam jak i w Krakowie. :c Następy trip Wrocław, później chyba Krk ;)
Niedziela minęła stosunkowo szybko na nic nie robieniu, aż w końcu musiałam iść na pociąg. Tam oczywiście nie obyło się bez głupich ludzi zamykających wszystkie okna zarazem robiąc saunę w wagonie, rozpychających się i gapiących się.
Teraz czekam na to, aż moje dziewczynki przyjadą do mnie i będziemy mogły balować u mnie 

btw. sorry i translate this post later.