czwartek, 14 grudnia 2017

Tanie nie znaczy złe. Maska do włosów, która zdziałała wiele cudów.

Cześć wszystkim. 

Jako iż jestem maniaczką włosową, a moje kudełki zaczęły w końcu teraz rosnąć staram się o nie dbać z wzmocnioną siłą. Nie tylko zadbałam o zdrowszą dietę, zaczęłam jeść jeszcze więcej owoców i warzyw, ale i o wzmacnianie i nawilżanie od zewnątrz.
Jak zapewne większość kobiet, uwielbiam maski i odżywki do włosów, które nakładając na włosy roznoszą taką specyficzną dla tego zabiegu zapachową aurę. Lubię też testować i eksperymentować. (I nie myślcie proszę, że wszystkie prezentowane przeze mnie maski opisuję po 2,3 razach stosowania. Nic z tych rzeczy. Po około miesiącu przechodzę do pisania, jednak czasami efekty widać i czuć już po pierwszym użyciu)
 
Kolejną maską na jaką się skusiłam jest produkt od Chantal z serii:
PROSALON - MILK AND HONEY ,
 którą można kupić w drogerii HEBE.

Maska ta jak pisze producent jest przeznaczona do wszystkich rodzajów włosów i ma właściwości regenerujące. Zawiera proteiny mleka i ekstrakt z miodu, który ma silne działanie regenerujące i kondycjonujące, więc polecana jest do włosów zniszczonych i farbowanych. Keratyna zawarta w masce wnika w głąb włosa i odbudowuje go od wewnątrz, wzmacnia i zwiększa ich objętość, a włosy zyskują zdrowy i piękny wygląd. Maska zamyka łuskę włosa, co zapobiega utracie koloru i przywraca im ich naturalne pH. W rezultacie mamy Łatwe w układaniu i rozczesywaniu, miękkie i sprężyste włosy. Produkt ma miły zapach co sprawia, że przez chwilę możemy poczuć się jak w domowym SPA.
💠Jakie są moje odczucia względem tej maski?💠
Nie ukrywam, że do zakupu tej maski przekonał mnie wygodny aplikator umieszczony na wieczku. Wiele litrowych masek które miałam musiałam wpierw otworzyć, później ręką zanurkować i wyciągnąć odpowiednią ilość produktu. Wszystko odbywało się mozolnie i niezgrabnie przez zazwyczaj mokre, bądź już tłuste od produktu ręce. Więc tak! Skusił mnie aplikator, którego przecież mogę używać i w późniejszych włosowych eksperymentach.
Zapach jaki ma maska jest bardzo przyjemny. Kojarzy mi się z perfumami Lancome La Vie Est Belle, w sumie nie wiem dlaczego, bo jako tako to kompletnie odmienne zapachy. Jednak w podobnym tonie i poziomie słodkości. Bardzo przyjemny.
Kremowa lekka konsystencja pozwala na dokładne szybkie rozprowadzenie maski na włosach.
Po kilku minutach na włosach i dokładnym spłukaniu jej włosy są miękkie i wyraźniej gładkie. Bardzo łatwo się je rozczesuje. Zauważyłam też znaczną regenerację włosa. Nie łamią się tak oraz nie puszą.

Składniki produktu:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Glycerin, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Hydrolyzed Keratin, Hydrolyzed Milk Protein, Lactose, Propylene Glycol, Mel Extract, Panthenol, Parfum, Phenoxyethanol, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Potassium Sorbate, Citric Acid, Coumarin, Hexyl Cinnamal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde



Czy zdecyduję się jeszcze na ten produkt?
Zdecydowanie. W ofercie mają jeszcze produkty z odżywczym olejkiem argonowym i keratyną, których chętnie spróbuję w najbliższym czasie.

piątek, 8 grudnia 2017

Zimowe inspiracje czyli to co kojarzy mi się z tą chłodniejszą porą roku.

Witam Was cieplutko.💋💋

Grudzień w pełni, góry zasypane śniegiem, a w Gryfinie nadal nic. Na wielu blogach widzę prezentowe posty i różne inspiracje. Może i będzie to nudne, jednak i ja zapragnęłam opisać w kilku punktach co mi się kojarzy z zimą i świętami.

1 - Kominek zapachowy
Pierwszym i nieodzownym towarzyszem zimnych dni jak i długich wieczorów jest dla mnie kominek zapachowy. To dla mnie pierwszy symbol zbliżającej się zimy i pierwszy jaki towarzyszy mi prawie każdego wieczoru wraz z aromaterapeutycznymi olejkami. Najczęściej są to ciepłe i bardzo słodkie zapachy kojarzące mi się z latem, owocami, bądź korzenne kojarzące się typowo ze świętami.

2 - Herbata
 Nawadnianie organizmu to świetna sprawa. W lato raczymy się różnymi kompotami i lemoniadami, podczas tych chłodniejszych dni zamieniam je na gorący dzban herbaty. Malinowa czy inna owocowa, grzaniec zbójnicki - bardzo intensywny i smaczny, z miodem i cytryną, z imbirem, cynamonem... Wszystkie bardzo smaczne i bardzo aromatyczne, zaraz po kominkowym spa jest drugim na liście spędzania zimowych wieczorów.

3 - Mandarynki

No przecież! Mandarynki to numeru uno jeśli chodzi o owoce kojarzące się z zimą i świętami. Nie mogło ich zabraknąć i na mojej liście. Już pod koniec listopada, można w sklepach znaleźć pierwsze smaczne mandarynki, które (bynajmniej w mojej opinii) smakują lepiej i inaczej niż te kupione w innym okresie. W grudniu jednak w każdym domu już czuć przepiękny zapach tego cudownego owocu.

4 - Gorąca czekolada
 Smaczna bomba energetyczna, w postaci rozpuszczonej czekolady ze śmietanką i mlekiem. Smakowitości. W końcu kto nie lubi pozwolić sobie na chwilę czekoladowych i słodkich rozkoszy, która w postaci kremu rozpłynie się na podniebieniu i poprawić nastrój.

5 - Świece
Dla pełnego i ciepłego nastroju zapalając kominek zapachowy lubię także zapalić świece, małe, duże, podgrzewacze... Maleńkie iskierki tworzące półmrok fantastycznie ocieplają pomieszczenie.

6 - "Strażnicy Marzeń"
 Każdy z Nas ma jakiś film, który kojarzy się z zimą i świątecznym klimatem. Na mojej liście właśnie takich filmów jest fantastyczna animacja "Strażnicy marzeń" Mimo, że film nie jest bezpośrednio związany ze Świętami Bożego Narodzenia, ale także z Wielkanocą i postaciami w które wierzą małe dzieci dla mnie jest symbolem nadchodzących świąt i zimy.

7 - Grzane wino.
Typowo korzenny i rozgrzewający napój, drink, którym rozgrzewam się po zabawach na śniegu czy po spacerach na mroźnym powietrzu.

8 - Grudnik
Kaktus Bożego Narodzenia, bo tak inaczej jest nazywany. Kwiat, który zaraz po Gwieździe Betlejemskiej kojarzy mi się z zimą i świętami. Nie pachnie, ale przepięknie wygląda kiedy w pełni zakwitnie.

9 - "All I want for Christmas is YOU"
Ta piosenka Mariah Carey kiedyś strasznie mnie denerwowała, jednak po jakimś czasie zakochałam się w praktycznie każdej wersji tego kawałka. Oczywiście nic nie będzie lepsze od oryginału, ale każdy cover ma w sobie coś wyjątkowego.

10 - Światełka
Kto ich nie lubi? To chyba jeden z najważniejszych symboli "Gwiazdki".  Na początku były ozdabianie nimi tylko choinki, z czasem także domy i całe miasta. Wygląda to niesamowicie, a przechadzka przez oświetlone różnokolorowymi lampkami ulice jest jedną z najprzyjemniejszych rzeczy jaką mamy w zimie.


A u Was jak to wygląda? Co Wam kojarzy się z tym chłodnym i mroźnym okresem w roku?

Buziaki Kochani 💋💋💋

wtorek, 5 grudnia 2017

Czarna maska do twarzy, czy faktycznie ma taką super moc?

Cześć Moi Czytelnicy! 💙

Po ostatnim miłym i zdjęciowym poście, czas wrócić do tego co lubię robić najbardziej, a dokładniej - pisać dla Was na temat kosmetyków, które testuję.
Od jakiegoś czasu, dłuższego bądź krótszego, słyszeliście o czarnych maskach na wągry.
 Przez dziwną pogodę jaka panowała wtedy w  Holandii, gdzie mieszkałam, pracę, a raczej niskie temperatury panujące na hali, która nie sprzyjała prawidłowemu dbaniu o skórę. Ciągłe reklamy wyskakujące w tym czasie na facebooku i filmiki na IG kusiły i kusiły więc nie czekając długo, przy namowach siostry zamówiłam swoje opakowanie na aliexpress.
[Opis na wielu aukcjach i stronach sprzedażowych]
Maseczka polecana do wielu typów cer, w szczególności tłustej i mieszanej, ze skłonnością do występowania zaskórników (również zamkniętych wągrów) oraz powiększonych porów skórnych. Naturalne składniki gwarantują bezpieczeństwo stosowania bez ryzyka podrażnień.
- Doskonale oczyszcza skórę z zanieczyszczeń
- Usuwa martwy naskórek
- Zmniejsza widoczność porów
- Reguluje pracę gruczołów łojowych
- Wygładza powierzchnię skóry
Zawiera aktywny węgiel pozyskiwany z bambusa, który ma właściwości oczyszczające, bakteriobójcze i ściągające, dzięki czemu dokładnie usuwa nadmiar tłuszczów znajdujących się na powierzchni skóry. Niweluje także efekt „świecenia się” twarzy. Dodatkowo poprawia koloryt cery delikatnie ją rozjaśniając.

Skład: Water, carbon powder, hyaluronic acid, glycyrrhizic acid, dipotassium, niacinamide, carbomer,triethanolamine, vitamin E, glycol, phenoxyethanol, essence
Maska jak sama nazwa mówi jest czarna. Dodatkowo ma czarny kartonik i czarną tubę odkręcaną jak krem. Konsystencja jest dość płynna co moim zdaniem ułatwia rozprowadzenie jej na skórze twarzy. Dobrze rozprowadza się zarówno palcami jak i specjalnymi pędzelkami do nakładania maski. Trzeba jednak uważać, aby maska nie wypłynęła nam na ubranie bądź umywalkę. Nie barwi niczego, o to możecie być spokojni, jednak plamy powstałe z niej usuwa się dość ciężko.
Produkt powinno się trzymać około 20 minut na skórze, jednak tak naprawdę zależne jest to od tego jak grubą jej warstwę położymy. Po całkowitym wyschnięciu staramy się ściągnąć maskę tak, aby zeszła w jak największych kawałkach. Uwierzcie tak jak i ja uwierzyłam. Efekt jest zadziwiający. Skóra na nosie została oczyszczona ze wszystkiego co było na niej niepotrzebne.
Z czasem mój nos po prostu przestał jej potrzebować do usuwania wągrów i zaskórników, ponieważ maska doszczętnie się ich pozbyła. Zaczęłam używać jej jednak do całej twarzy, aby pozbyć się tego co przez tydzień na niej pozostawało po demakijażu i codziennym myciu. Okazało się, że maska jest stworzona do oczyszczania skóry twarz. Usuwa stary naskórek, wszystkie możliwe zanieczyszczenia, ale  co mi się strasznie spodobało) włoski na skórze twarzy. To jednak sprawia, że usuwanie maski jest znacznie bardziej bolesne, niż kiedy nałożona jest na sam nosek.
Twarz nie dość, że jest oczyszczona, staje się gładka, miękka i wygładzona. Po takim zabiegu może być lekko zaczerwieniona, jednak zaczerwienienia te szybko znikają.
Podsumowując: 
Produkt ten w 100% spełnia swoją rolę. Nie tylko usuwa wągry i zaskórniki, ale także doskonale wygładza skórę i lekko depiluje. Matowi skórę w okolicach strefy T na kilka godzin,a pory są oczyszczone. Moja skóra wygląd jakby była po jakimś drogim zabiegu kosmetycznym.
Cena waha się w granicach 5 - 20 złotych, w zależności na jakiej stronie ją zamówimy. Jak dla mnie za tą cenę produkt 60ml, który tak wiele dobrego potrafi zdziałać dla naszej buzi to maleńki raj.
Zdecydowanie polecam każdemu, kto chce oczyścić swoją skórę twarzy.
Uważałabym jednak w przypadku osób, które mają cerę wrażliwą na podrażnienia wszelkiego typu. Maska jest dość inwazyjna przez to jak bardzo "wchodzi" w skórę, a więc ściąganie jej może być bardziej bolesne i na dłużej zostawiać zaczerwienienia.

A Wy? Co o niej sądzicie? Czy używaliście już kiedyś takiego produktu? Może się nad tym zastanawialiście? Czekam na Wasze opinie😗😗

sobota, 2 grudnia 2017

Grudniowy klimat na zdjęciach. Trochę inspiracji.

Hej Kochani. 😀💋
Mamy już grudzień. Lada dzień, mam nadzieję, będziemy mogli cieszyć się puszystym śniegiem i to wcale nie przez krótki czas. W końcu nie od wczoraj metrolodzy bębnią o tym, że będziemy mieli zimę stulecia. Niech więc będzie biało i pięknie.
Kiedy to byłam jeszcze sumienna i systematyczna (kurczę, naprawdę dążę do tego i zobaczycie, że zbiorę się. Mam już kilka postów w wersji roboczej, które czekają na swoją kolej) lubiliście moje posty z serii "secret garden". Dziś więc postanowiłam to wskrzesić i co jakiś czas pokazywać Wam coś pięknego, aby nacieszyć oczy. ✨
Teraz w czasie kiedy za oknem szaro i buro, a w kalendarzu pierwsze z dni grudnia, przychodzę do Was z postem w klimatach śnieżnych, mroźnych i pięknych, które mogą być inspiracją na spędzenie codziennych wieczorów, bądź wolnych dni. ❄🎄🌲❄
Myślę, że już można zacząć szaleć z tego typu postami, jak i można myśleć jak uprzyjemniać sobie długie wieczory. Domy coraz częściej pachną mandarynkami, co chyba wszystkim kojarzy się ze świętami.Świeczki pachną piernikami i korzennymi przyprawami, a herbata z miodem smakuje wyjątkowo.


Zaczyna się też czas Jarmarków Bożonarodzeniowych. Będę miałam okazję kilka razy być w Szczecinie, więc zamierzam na nich się pojawić i zrobić kilka zdjęć. Wszystkim chcę się podzielić oczywiście z Wami i pokazać jak to wygląda w mieście Paprykarzu i Pasztecika.
Buziaki dla Was 😗😗😗

poniedziałek, 30 października 2017

Środek po którym moje włosy w końcu zaczęły się dobrze i bezboleśnie rozczesywać..

Hej Kochani. 💋💋💋

Nie raz i nie dwa obiecywałam sobie i Wam, że będę tutaj częściej, a kiedy już mi się to udaje, w moim życiu dzieje się coś przez co znów temu zaprzestaje. Ostatni post na blogu pojawił się w sierpniu po Woodstocku, niedługo potem dowiedziałam się o najwspanialszej rzeczy jaka mogła nam się przytrafić, a mianowicie...
...okazało się, że z partnerem spodziewamy się dzidziusia. Owa wiadomość niesamowicie nas ucieszyła, jednak ja zwyczajnie zrobiłam się bardzo leniwa. I tak, wiem! Wcale nie tłumaczy to mojej nieobecności. Dostałam ostatnio jednak od mojej połówki, tej lepszej połówki, lekki ochrzan, że mam znów zacząć pisać, aby czymś się zająć... No i jestem. 😀

Już jakiś czas temu, kiedy to postanowiłam, że pragnę zostać posiadaczką długich pukli zaczęłam maksymalnie dbać o swoje włosy. Suplementy diety i zdrowa dieta zdołały cuda w kierunku tym, że moje włosy w końcu zaczęły rosnąć. Odkąd pamiętam, zawsze miałam rozjaśniane blond kudełki, a to powodowało, że po każdym umyciu włosów były splątane i trudno się rozczesywały.
Kiedyś zamawiając coś w aptece internetowej znalazłam na promocji maskę do włosów, którą postanowiłam wypróbować.

Maska do włosów ARGAN HAIR  od Dr. Sante
bo to właśnie o niej właśnie mowa.

Zapach maski jest bardzo przyjemny: słodki, wręcz cukierkowy. Nie ukrywam tego, że dla mnie to jest jedna z ważniejszych rzeczy kiedy wybieram tego typu specyfiki. W końcu siedzę z nimi na głowie jakiś czas i wolę, kiedy umilają mi czas.
Konsystencja równie przyjemna.  Lekka, kremowa i dość płynna (bardziej niż osławione maski od Kallosa) co pozwala na dokładne jej rozprowadzenie.
Obie te cechy maski przypominają słodki, karmelowy budyń.

Mam cienkie włosy, i na początku wydawało mi się, że ten produkt obciążył mi włosy, które wydawały się bardziej przyklepane. Okazało się, jednak, że dzięki jej lekkiej konsystencji wcale nie trzeba nakładać jej tak dużo, a to znaczy, że maska starczy nam na dłużej. 😉 (To chyba lubimy tak samo jak pozytywne efekty stosownych przez nas produktów).

Składniki aktywne maski z olejkiem arganowym Dr. Santé: 
- Olej arganowy, który odbudowuje strukturę włosa od wewnątrz i z zewnątrz. Przenikając w głąb włosa, zamyka łuski włosowe, przeciwdziałając rozdwajaniu końcówek. Otulając włos od zewnątrz wygładza powierzchnię włosa i zatrzymuje wilgoć przez długi czas, co zwiększa miękkość i elastyczność włosów. 
- Keratyna przenika do miejsc wymagających dodatkowego wzmocnienia i chroni włosy przed szkodliwym wpływem czynników środowiskowych.

 - Proteiny pszenicy wzmacniają i odbudowują włosy, zmniejszają łamliwość włosów o 80%. Formuła maski wzmacnia i odbudowuje włosy. Przenikając głęboko do łodygi włosa, dostarcza odżywcze składniki niezbędne do utrzymania elastyczności i sprężystości włosów. Wygładza łuski łodygi włosa podniesione w wyniku intensywnego stosowania urządzeń do stylizacji. Po zastosowaniu maski włosy stają się wygładzone, miękkie, łatwo się rozczesują. Nie zawiera parabenów i olejów mineralnych.

Dokładnym efektem mojego stosowania tej właśnie maski okazały się miękkie i gładkie włosy, które rozczesują się bez większych problemów. Zauważyłam, że moje pukle zaczęły w końcu też znacznie rosnąć. Maska, działała na tyle dobrze nawilżająco i odżywczo, że przestały się łamać i nie musiałam już używać prostownicy, aby je w miarę ułożyć i "ugłaskać".

Jak dla mnie produkt świetny. 10/10

Do tego jeszcze niesamowity skład, nie zawierający gliceryny i glikolu, a to nasze włosy chyba lubią najbardziej.
Aqua, Cetearyl Alcohol, Behenamidopropyl Dimethylamine, triceteareth-4-phosphate, Cyclopenta Siloxane, Argania Spinosa Kernel Extract, Hydrolyzed Keratin, Hydrolyzed Soy Protein, HydrolyzedWheat Protein, Panthenol, Aloe Barbadensis Leaf Juice, LacticAcid, Amodimethicone, Trideceth - 10, Polyquaternium -10, Parfum, Benzylalcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Benzyl Salicylate, CI-19140, CI:1 5985, CI 42051, CI 42090

Maska dostępna jest w pojemnościach 300ml i 1000ml, a ceny wahają się między 7zł -11zł za mały pojemniczek oraz 18zł - 25zł za duży. Uważam jednak, że na tak dobre działanie produktu to nie jest wygórowana kwota. Niestety prócz aptek spotkałam się z tym produktem w różnego rodzaju drogeriach.

Jakie są Wasze ulubione produkty do włosów? Chętnie się o tym dowiem i może wypróbuję.

buziaki

czwartek, 17 sierpnia 2017

23 Przystanek Woodstock jak wygląda z mojej perspektywy

🎶music: ONE OK ROCK - Memories🎶
UVERworld -  Lone Wolf
Hej Kochani. ❤🌈

Postanowiłam, że wezmę urlop od bloga na jakiś czas i faktycznie tak było. Ale już jestem. 
Na facebookowym fanpage napisałam, że mam dla Was notkę odnośnie pewnego wakacyjnego wydarzenia...

Otóż Przystanek Woodstock... bo tym tematem mam ochotę się dziś zająć.
Minęło już trochę czasu od festiwalu Jurka Owsiaka, woodstockowicze powrócili bezpiecznie do domu, a politycy i blogerzy mieli o czym pisać i debatować. Ja jednak postanowiłam poczekać jakiś czas,żeby cały szał wkoło festiwalu minął i na spokojnie podzielić się z Wami swoimi przemyśleniami.
Czytałam mnóstwo postów na temat tegorocznego Przystanku Woodstock. Niektóre były bardzo miłe i przychylne dla Jurka i jego ekipy, inne wołały o pomstę do nieba i powiedzenie autorowi "to ku*** tam nie jeździj skoro masz na wszystko narzekać". Jeden post naprawdę mnie wkurzył. (chciałam znaleźć tego bloga jednak przekopałam kilka fp i historie swojej przeglądarki i niestety go nie znalazłam) Dziewczyna opisywałam w punktach Woodstock, niestety w samych negatywach...
Teraz moja kolei by opowiedzieć Wam to jak ja to widzę.

Na Przystanek Woodstock jeżdżę od wielu lat i nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek spotkało mnie coś nieprzyjemnego bądź też przykrego. Zapewne właśnie dlatego tak dobrze się tam zawsze czułam i dlatego wracam tam co roku. Nie ukrywam jednak, że tego typu wypady trzeba lubić. Na początku kiedy przyjechałam o raz pierwszy poznawałam środowisko i to jak to wygląda w środku. Pierwszy raz kiedy przyjechałam na pole w Kostrzynie nad Odrą tak naprawdę nie było jakiś wygód. Porównując mój pierwszy czy drugi Woodstock a ten w tym roku... wtedy było zupełnie inaczej i nie ma co porównywać jednego do drugiego...
Organizacyjnie Jurek przez te kilka (może i naście) lat zrobił wielkie postępy.
Począwszy od samych atrakcji jakimi są koncerty i dla których właśnie tam jeździmy. Nie jest to już festiwal typowo rockowy. Teraz każdy znajdzie coś dla siebie, poprzez rock, metal, rap, a nawet muzykę klasyczną. Z roku na rok na Woodstock są zapraszane fantastyczne zespoły zarówno z Polski jak i zagranicy.
Festiwal mogłabym spokojnie nazwać miejscem gdzie nie ważne jest jaki kolor masz skóry, narodowość czy też wyznanie. Wszyscy są do siebie pozytywnie i przyjaźnie nastawieni. Owszem, zdarzają się jakieś kłótnie między osobami, jednak wydaje mi się, że to bardziej chodzi o osobiste rzeczy gdzie pokłócił się kolega z kolegą (albo sama byłam tylko takich świadkiem na przełomie tych wszystkich lat). Mimo wszystko raczej jakiś bójek nie widziałam chyba nigdy.
Multi-kulti! 
Wiele osób wie, że na Woodstock przyjeżdżają wyznawcy Krishny, mają tam swoje stragany, jadłodajnię, w której podają wegański dhal z soczewicy i halawę zwaną potocznie przez woodstockowiczów "kulkami mocy". Pod jednym ze straganów odśpiewują w kółko mantry.
Wydaje mi się, że mało ludzi jednak wie o tym, że prócz bhaktów (wybaczcie nie wiem czy to poprawna odmiana) na Woodstock zapraszani są księża i zakonnicy, którzy również mają swoją "Jezusową Wioskę", odprawiają msze, a także biorą czynny udział w festiwalu, bawią się i rozmawiają z ludźmi na polu.
Skoro już wspomniałam o jedzeniu... Na przełomie lat powstawało coraz to więcej stoisk z jedzeniem, a od kilku lat na terenie festiwalu na jego czas budowany jest ogromny Lidl, dzięki któremu uczestnicy festiwalu nie muszą już ciągnąc ze sobą zbędnego bagażu jakim było jedzenie i napoje. Teraz można spokojnie rozbić namiot, a dopiero później wyruszyć do Lidla, już beż żadnego obciążenia. Jeśli chodzi o gotowe jedzenie...W tym roku był naprawdę wielki wybór w jedzeniu typu fastfood. Za rozsądną cenę można było zjeść naprawdę wszystko. Począwszy od 40cm kiełbasy w bułce, poprzez pierogi, bigos, schaboszczaka, po pizze, burgery wołowe i nuggetsy. W tym roku dobrze rozwinięta była także kuchnia wegańska i weganie nie byli już skazani tylko na jedzenie "u Krishnowców".

Piwo... Jedyny "legalny" trunek alkoholowy jaki był dozwolony na Przystanku Woodstock. Wioski piwne, bardzo rozległe, piwo lane, puszkowe, także smakowe i raddlery. Oczywiście zdarzało się, że gdzieś tam ktoś w obozie wypił wino, czy mocniejsze trunki, ale proszę... nie wkładajmy wszystkich do jednego worka. To tak jak napisała ta blogerka, o której wspomniałam wcześniej, a której bloga nie mogę znaleźć... Co to za przyjemność przebywać na festiwalu gdzie wszyscy piją alkohol hektolitrami, zioną piwskiem i są naćpani... W tym momencie dziewczyna włożyła wszystkich do "jednego worka". Nie każdy uczestnik festiwalu tylko pije alkohol i zażywa narkotyków. Jak na każdym festiwalu, czy to Woodstock czy Sunrise, Opener czy jakikolwiek inny... Zawsze znajdzie się kilku delikwentów, którzy będą odstawać od reszty społeczeństwa go otaczającego i albo przesadzi z alkoholem, albo też zapali marychę czy cokolwiek innego. Moje zdanie na ten temat jest takie, że to dzieje się wszędzie. Nie tylko na Przystanku Woodstock, ale na każdym innym festiwalu. Na Woodstocku jednak może widać to troszeczkę inaczej, ponieważ tutaj, ludzie są otwarci na drugiego człowieka, wiecznie aktywni i zadowoleni. Pojawiają się na ścieżkach, pasażu czy pod którąś ze scen. Biorąc pod uwagę to ile ludzi pojawia się na Woodstocku w porównaniu do innych festiwali odbywających się w Polsce na m2 przypada więcej poświrowanych osób jak gdziekolwiek indziej.
To tak jak mój tato wytłumaczył mi bardzo prostą sprawę odnośnie komarów, których ku mojemu zdziwieniu nie było. "Na dany obszar przypada tyle i tyle komarów. Tam na tym obszarze jest o wiele więcej ludzi jak tych komarów, dlatego jeden na dziesięciu zostanie ukąszony i to koniec. Dlatego nie trafiło na Ciebie"
Niestety ta ilość ludzi przekłada się na gigantyczne kolejki tu się zgodzę z każdym hejterem jaki umieścił niepochlebny post po tegorocznym Przystanku. Z resztą nie bez powodu mówi się, że "Na Woodstocku musisz planować, kiedy chcesz siku, aby wystać swoje w kolejce." Nie oznacza to jednak, że toitoiów jest mało. Nie. Jest ich bardzo dużo i ustawiane są w różnych punktach, gdzie możecie się pojawić, stosunkowo blisko od siebie. Na Przystanek przyjeżdża z roku na rok więcej osób i przez to właśnie nie widać, że toików jest więcej.
Spokojnie można zadbać tam o higienę, a mokre chusteczki odeszły do lamusa. Na terenie festiwalu postawione są krany z bieżącą (niestety zimną wodą), ale także znajdują się strefy płatne z prysznicami gdzie woda była przyjemnie cieplutka i... (w tym roku robił szał) porcelanowy kibelek, z którego można było korzystać wchodząc na strefę płatną.
Atrakcjami, które zajmowały nam czas nie były tylko koncerty. Jak już chyba wcześniej wspomniałam... Każdy znajdzie coś dla siebie. Liczni patronaci Woodstocku gwarantowali nam niesamowitą zabawę od rana do wieczora. Play, allegro, ASPi wioska Krishny... Tam zawsze dzieje się coś ciekawego. Od warsztatów, poprzez sesje yogi, zumbę i różne różniaste konkursy...
Prócz tego sami woodstockowicze wymyślają i bawią się w gry. W tym roku byłam świadkiem gier takich jak "niewidzialna guma","niewidzialne jeszcze niżej" oraz Giertych zwany także Flanki. Sami organizatorzy festiwalu poszli o krok dalej i w tym roku zorganizowali Runmagedon. Polegał on na tym, że przez cały teren festiwalu zrobione były dwa tory do biegania z przeszkodami, a uczestnicy festiwalu zgłaszali się do zabawy.

Jak się okazuje, Festiwal nie jest wcale taki niebezpieczny jak go telewizja malują.
W tym roku na Przystanku Woodstock widziałam najwięcej dzieci od momentu kiedy zaczęłam w ogóle na Przystanek przyjeżdżać. To chyba jednak coś znaczy, prawda? 😀

 Podsumowując... Mam nadzieję, że udało mi się
- zwizualizować i przekonać- tych którzy nie mieli okazji jechać
- przypomnieć - tym którzy goszczą w Kostrzynie podczas festiwalu tak jak i ja
To nie jest festiwal wrogo nastawiony do ludzi, a ludzie tam nie są wrogo nastawieni do drugiego człowieka. Świadczy o tym to, że z roku na rok przyjeżdża tam coraz więcej ludzi z różnych krańców świata. Świadczy o tym to, że pomimo iż politycznie festiwal chcą zniszczyć tak wielu ludzi nadal jest za nim. Świadczy o tym także to, że nadal go chcemy, że artyści przyjeżdżający w to miejsce dziękują i chcą tam gościć.
Media i kościół mówią na ten temat wiele, jednak uważam, że w tym temacie powinni odzywać się tylko ludzie, którzy choć raz tam pojechali i przebywali więcej niż godzinę.
I to właśnie z tego miejsca pragnę podziękować Jurkowi Owsiakowi i całej ekipie Woodstock za te trzy magiczne dni w roku 💓💓
Nie bez powodu Przystanek Woodstock nazwany jest Najpiękniejszym Festiwalem Świata. 

Co Wy myślicie na ten temat? Chętnie dowiem się Waszych opini.

zdjęcia pochodzą z galerii zamieszczonej na facebook WOODSTOCKOWICZE
mam nadzieję, że używając ich nikogo nie uraziłam